Bądź na bieżąco - RSS

Recenzja spektaklu “Dziady” w reżyserii Jana Englerta

Kategoria: Język polski   |   Dodano: 27 lutego 2011   |   Liczba słów: 378

„Dziady” Adama Mickiewicza w reżyserii Jana Englerta – widowisko telewizyjne.

Kilka lat temu spektakl telewizyjny „Dziady” w reżyserii Jana Englerta, emitowany był w programie pierwszym Telewizji Polskiej. Wtedy nie wiedziałem jeszcze, że jest to adaptacja lektury szkolnej, dlatego nie oglądałem go zbyt uważnie. Teraz po latach z chęcią i zaciekawieniem wróciłem do tego obrazu oglądając go w szkole na zajęciach z Języka polskiego.

Adaptacja słynnego dramatu Adama Mickiewicza według wizji Jana Englerta zrobiła na mnie ogólnie dobre wrażenie, w szczególności z powodu nowatorskiego ujęcia tematu. Film zrealizowany został zupełnie inaczej od typowych spektakli, bardziej przystępnie. Wydaje mi się jednak, że dla zwykłego śmiertelnika, który szuka w telewizji jedynie rozrywki może on być trochę za długi. Mimo uatrakcyjnienia fabuły uważam, że przed obejrzeniem tego widowiska należy najpierw przeczytać książkę, w przeciwnym razie niektóre sceny mogą być niezrozumiałe. Przestawienie i wymieszanie fragmentów dramatu przy równoczesnym rozbudowaniu kilku z nich np. Salonu wileńskiego, w zamyśle reżyserskim miało zapewne stanowić większe zespolenie połączonych tematem, aczkolwiek różniących się od siebie części dzieła. Myślę, że w sumie przyniosło to bardzo dobry efekt, pomagając w odbiorze.

Wszystkie sceny zostały odtworzone po mistrzowsku, bardzo dynamicznie, a jednocześnie z uczuciowością o wielkiej skali natężeń. Od tragicznych, mocnych akcentów, po pełne skupienia wyciszenia. Warto podkreślić wspaniałą grę aktorów: Michała Żebrowskiego, Zbigniewa Zapasiewicza, Krzysztofa Majchrzaka i Danuty Stenki. Według mnie wszystkie postacie dramatu zostały wykreowane po mistrzowsku, choć gwałtowność Guślarza trochę kłóciła się z wizją tej postaci, jaką miałem po przeczytaniu książki.

Muzyczne opracowanie filmu przez Jerzego Satanowskiego to jego kolejna wartość. Nigdy nie był to element pierwszoplanowy, zagłuszający akcję, a wręcz przeciwnie - muzyka ułatwiała analizę, budując odpowiedni nastrój w zależności od sytuacji. Podobnie jeśli chodzi o scenografię, doskonale odtwarzającą atmosferę romantycznego wieku XIX. Dużą rolę na tym polu pełniło operowanie kolorem i światłem np. w scenie więziennej czy w Wielkiej Improwizacji. W tych fragmentach spektaklu mrok dominował, a światło było czynnikiem komponującym przestrzeń, zjawiającym się w wielu miejscach naraz, rozrywającym mrok. Odwrotnie jest natomiast w części czwartej rozgrywającej się w domu księdza, gdzie wyraźnie dominuje światło, stwarzając ciepły nastrój.

Uważam, że w zamyśle reżyserskim treść dzieła przekracza ramy XIX wieku przekazując ważne idee z tamtych czasów w sposób przystępny dla współczesnego odbiorcy.
Wszystkie moje wnioski zmuszają mnie do wystawienia tej adaptacji oceny bardzo dobrej. Na pewno wrócę do tego dzieła jeszcze raz.

Podobne wypracowania: