Bądź na bieżąco - RSS

Przykłady recenzji

Kategoria: Język polski   |   Dodano: 6 sierpnia 2013   |   Liczba słów: 609
Prezentowane są tu dwa przykłady recenzji. Przykład recenzji filmowej - film "Kariera Nikosia Dyzmy"

Nie da się ukryć, że film ten powstał na podstawie znanego polskiego serialu pt. "Kariera Nikodema Dyzmy". Jedynie zmieniły się trochę czas akcji i aktorzy. Wątek został tylko troszkę zmieniony, a raczej przystosowany do obecnej sytuacji społeczno-polityczno-gospodarczej.
Głównym bohaterem filmu jest zwykły, szary Polak, który wygłasza mowy pogrzebowe na warszawskim cmentarzu. Jednak w wyniku małego nieporozumienia w jego ręce wpada zaproszenie na bal z całą polską śmietanką towarzyską. Na tymże balu wpada w mały konflikt z wicepremierem częstując go naprawdę wyszukaną wiązanką słowną. Po tym fakcie wszystko zaczyna się toczyć samo w rytm zasady "głupi ma zawsze szczęście". Wszyscy obecni na balu biorą naszego Nikosia za super bohatera, który nie bał się powiedzieć kilku słów prawdy wicepremierowi. Szybko zapoznaje się z kilkoma ministrami i w kilka dni z grabarza staje się bogatym i wpływowym człowiekiem.
W roli tytułowego Nikosia Cezary Pazura sprawdził się rewelacyjnie i śmiało można powiedzieć, że jest on do takich ról po prostu stworzony. Całość ubrana w dużo humoru czyni z tego filmu prawdziwą polską komedię. Obok Pazury w filmie grają też tacy aktorzy jak Andrzej Grabowski i Anna Przybylska. Film naprawdę jest warty obejrzenia, a to dzięki bijącemu od niego humorowi. Jestem prawie pewien, że podczas jego oglądania (jeśli macie oczywiście poczucie humoru) będziecie poprostu zarykiwać się ze śmiechu, ale tylko przez pierwsze 2/3 filmu. Pod koniec jest już mniej śmiesznie, do akcji wkracza wątek miłosny, bez którego nie obszedł się chyba jeszcze żaden film w historii kina.

Kolejne przykłady recenzji - recenzja książki "Władca pierścieni"

Po takiej akcji reklamowej, jaka odbyła się przed premierami dwóch części filmu już chyba nie ma takiej osoby, która nie wiedziałaby o co chodzi we "Władcy Pierścieni". Ale tak naprawdę to dzieło znają tylko ci, którzy przeczytali całą trylogię, nie wspominając o innych książkach Tolkiena takich jak np. Silmarillion (czyli po przetłumaczeniu Historia Silmarillów), które składają się na cudowną, jedyną w swoim rodzaju mitologię, bo jest w nich zawarte wszystko, co jest w np. mitologiach greckiej czy rzymskiej. Mistrz Tolkien we wszystkie swoje powieści włożył mnóstwo czasu, sił, a przede wszystkim serca. On po prostu kochał to, co robił. Wystarczy przypomnieć, że najważniejsze przedsięwzięcie swojego życia - Silmarillion pisał aż do śmierci i mimo to nie ukończył go, czego dokonał jego syn Christofer. Tę pasję Tolkiena widać w każdym zdaniu jego książek.
Specjalnie na ich potrzeby wymyślił aż czternaście (!) języków, całe kultury poszczególnych ras Śródziemia: Elfów, Krasnoludów, Entów, Hobbitów, Ludzi, Orków itd. Co najciekawsze np. w przypadku "Władcy Pierścieni" autor utrzymywał, że nie jest autorem książki, a jedynie jej redaktorem. Upierał się przy tym, twierdząc, że znalazł tylko notatki Froda, które ułożył w jedną całość. Gdy przyjrzeć się całej twórczości Tolkiena widać, że opisał on przeszłość świata, jego powstanie, kształtowanie. Niektórzy nawet zaczynają wierzyć, że zdarzenia, które opisywał mogły dziać się naprawdę. Tu wyłania się problem. Dlaczego w szkołach nie uczy się powiedzmy mitologii nordyckiej na, której oparte są książki Tolkiena zamiast w kółko wałkować Grecję i Rzym. Tylko z tym wiąże się kolejny problem. Wtedy książki mistrza musiałyby być wstawione na listę lektur, a jako ortodoksyjny fan Tolkiena raczej nie chciałbym, żeby np. "Władca Pierścieni" był książką, którą czyta się tylko dlatego, że trzeba. Każdy powinien sam podejść do półki z książkami, wziąć tom do ręki i z czystej chęci przeżywać razem z jej bohaterami niesamowite przygody w świecie fantasy. Książka stałaby się wtedy książką powszechnie znaną, co uczyniłoby ją mniej atrakcyjną, bo to, ze rzadko kto ją czytał dodaje jej takiej specyficznej tajemniczości. Zatem podsumowanie jest jasne. Poznajmy wreszcie inne mitologie niż te oklepane do granic możliwości i nie dopuśćmy do dokumentnej popularyzacji dzieł mistrza J.R.R. Tolkiena.

Podobne wypracowania: