Bądź na bieżąco - RSS

Przełom roku 1989 i Marcin Świetlicki

Kategoria: Język polski   |   Dodano: 7 kwietnia 2011   |   Liczba słów: 1,177

Rok 1989 był, obok roku 1918, jednym z najbardziej istotnych momentów dziejowych w kształtowaniu niepodległej Polski. Ten „nowy początek”, ta rzeczywista wolność we wszystkich dziedzinach kultury, także w pewnej mierze i w literaturze, stawała się, tak długo oczekiwanym doświadczeniem jednostek. Wówczas do głosu dochodzą poeci dwudziestokilkuletni, którzy nie spoglądają na świat poprzez pryzmat uwarunkowań historycznych i politycznych. Romantyczny (i dlatego nieaktualny) paradygmat nie miał już prawa bytu.1 O ile lata 80. to okres, w którym owo zaangażowanie w problemy społeczne i wolnościowe, było nieuniknione, to po roku 1989 nastąpiło odrzucenie (w poezji) i odejście (w prozie) od tego rodzaju literatury zaangażowanej politycznie. Zaowocowało to kształtowaniem się nowej generacji poetów, skupionych wokół czasopisma bruLion, takich jak: M. Świetlicki, M. Sendecki, czy J. Podsiadło. Czy jednak sam rok 1989 był na tyle silnym bodźcem, aby dokonać przewrotu w literaturze, czy tego wymagało już nasilenie nowych literackich tendencji, czy przełomu dokonano jakby na siłę?

Rok 1989 otworzył polską gospodarkę i politykę na „ucywilizowany” zachodni świat. Wielki przełom dokonał się bez wątpienia w obszarze bliskim literaturze: zmiany w sposobie finansowania i strukturze rynku wydawniczego. Zaistniałe w ten sposób przemiany w życiu społecznym i ekonomicznym, spowodowały wzrost zainteresowania wyraźnymi zmianami również na polu literatury. Zabrakło jednak wzorcotwórczego „centrum” kultury. Dokonała się decentralizacja instytucji i gustów. Na łamach różnych wydawnictw prasowych zaczęły pojawiać się utwory, spory i liczne polemiki sprzyjające nagłośnieniu problemów twórców młodej poezji. Szeroko rozumiana wolność unieważniła romantyczną tradycję wyrażania zbiorowych emocji i kreowania świadomości narodowej. Wiązało się to z odrzuceniem „kodu polskości”2, co oznaczało zerwanie z narodowymi korzeniami. Młodzi poeci odrzucali w ten sposób przeszłość, którą było „zniewolenie”. Otwarcie na świat przyspieszyło wprowadzanie na polski grunt nowych tendencji. Oprócz pokolenia bruLionu, w nowy nurt literatury wpisywali się poeci klasycyzujący W. Wencel, K. Koehler i A. Piwkowska. Poza tym zaznaczyli swoją obecność inni poeci jak np. P. Sommer oraz pokolenie starsze. „Apetyt na przemianę” w literaturze nasilał się jednak przede wszystkim ze strony krytyki. Żywili oni nadzieję na stworzenie ośrodka refleksji na temat współczesności z twórczością konkretnego poety. Najlepszym materiałem do tego rodzaju działań była poezja Marcina Świetlickiego. Dlaczego Świetlickiego?

Charakterystyczna dla nowej, wstępującej generacji, jest postawa buntu, negacja lub odwrócenie zastanego stanu rzeczy (czytaj: poetyki). Pokolenie bruLionu prezentowało nieco anarchizującą postawę i preferowało w swoich utworach w głównej mierze poetykę codzienności i prywatności. Język poetycki ich utworów, bliski stylistyce języka potocznego, i czerpanie z kultury masowej stanowiły elementy, którymi manifestowali w utworach antyliterackość. Ze względu na podobieństwo ich poezji z poetyką wierszy amerykańskiego twórcy, Franka O’Hary, określano ich niekiedy „o’harystami”. Nazywani byli też „barbarzyńcami” lub „nowymi dzikimi”, ponieważ poprzez łamanie różnego rodzaju tabu przekornie prowokowali swoimi wierszami, szukając nowych środków i sposobów na wyrażenie prawdy o zmienionym świecie, który ich otaczał. Wszystko to wymierzone zostało w poprzedników: twórców poezji ocalającej. Miłosz, Herbert, Barańczak, a osobliwie już Jan Polkowski byli najczęściej adresatami pamfletowej poetyki, której kanonicznym przykładem stał się wiersz Świetlickiego, Dla Jana Polkowskiego z najgłośniejszym bodaj cytatem tych lat: „Poezja niewolników żywi się ideą, / idee to wodniste substytuty krwi”.3

Spośród poetów bruLionu to właśnie Świetlicki był postacią najgłośniejszą, jego wiersze utrzymane były na wysokim poziomie, jednym słowem najlepiej wpisywał się w aktualny kanon. Poezja autora Schizmy ukazywała odmienną świadomość poetycką nowego pokolenia od tego, co ją poprzedzało. Dokonywały rewolucji, ale nie artystycznej, lecz w zakresie „socjotechniki”, strategii kontaktu autora z czytelnikiem. Obranie Świetlickiego „swoim poetą”, poety przecież prywatnego, godziło w sposób bezpośredni w jego prywatność, której próbował heroicznie bronić. W wierszu Polska czytamy:

I kiedy ustawiamy się rzędem przed magazynkiem broni, śmierdząc jeszcze snami,
(...)
i kiedy Sejm obraduje i słyszę to wszystko przez radio w zakładzie fryzjerskim
wydaje im się, że mają swojego poetę.
A ja odczekuję ironiczną, gorzką
chwilę, krzywię się
i tryumfalnie zaprzeczam.4

Świetlicki doskonale wiedział czego wymaga krytyka od głównego poety przełomu. Miał wprowadzić polską poezję na nową ścieżkę rozwoju, którą była „ekspresja rzekomo autentycznego ‘ja’ (...) wyzwolonego z opresywnego społeczeństwa ‘niewolników’ historycznego schematu”5. Ale Świetlicki w te schematy wciąż wpadał, jakby w pułapki historyczno-literackiej konieczności. W wierszu Dla Jana Polkowskiego poeta odwołał się do modernistycznej tradycji poezji zaangażowanej6, w Polsce dostrzegalne są elementy buntu, buntu, który w konsekwencji zostaje zaprzeczony w Polsce 2:

I kiedy zamiast odczekać ironiczną gorzką
chwilę
i tryumfalnie zaprzeczyć - stanąłem
w tym ordynarnym świetle, mrużąc oczy.
I kiedy
(tego nie wypowiem, ale to jest.
Jest!)7

Wszystko, co indywidualne, zostało Świetlickiemu odebrane. Odarty z prywatności, pozbawiony siły buntu i negacji został w konsekwencji „zaszufladkowany”, uspołeczniony i upolityczniony. W wierszu Nie dla Jana Polkowskiego napisał:

Dajcie mi policję i cierpienie. Napiszę wolnościowy wiersz
i Boga weń zaplączę. Czeczenię, Bałkany
ciebie. Koniecznie. Wszystko da się zrobić
Historia literatury wchłania wszystko. Tak8

co można odebrać jako deklarację rezygnacji z własnej indywidualności, zgodę na przebywanie w przestrzeni naukowego szablonu i publicznych problemów.

Poezja Świetlickiego nie jest jednak „kolaborancka” i jeśli też nie „partyzancka” to na pewno jest „podjazdowa”. Każdy poeta umieszczony we współczesnych mu realiach, zastany świat próbuje w swych wierszach odmalować i zdefiniować. A Świetlicki właśnie „mistrzem świata jest”, jak powiedział Andrzej Sosnowski. W jego utworach świat jest ciągle obecny, umieszczony jakby na pierwszym planie, właśnie ten nasz świat, o którym poeta zawsze ma coś do powiedzenia i to otwarcie, bez zasłaniania go formalistycznym językiem. Nie jest to jednak także optymistyczna wiara w przedstawialność rzeczywistości (współczesności), z której ram autor wciąż się wyłamuje mówiąc o dramacie przemijania i śmierci. Jest to spojrzenie na dramat współczesności ze wszystkimi różnymi rytuałami, instytucjami życia społecznego, nakazami, zakazami, które starają się myśleć za nas i nami kierować. W wierszu Rzym mamy wyraźnie przedstawione zasady działania instytucji „państwa literatury” (ciągłe analogie do literackiego „ubezwłasnowolnienia” ze strony krytyki):

Pozostawiłem nieporządek, ale
wszystko się uładziło. Rzym sam
poprawił moje akta, przystosował je
do nowej sytuacji, moje wiersze rozdzielił
między poetów Rzymu, bez żadnych problemów
udało się to przeprowadzić.
Czasami tylko stuka palcem w powierzchnię wody
i pyta: „Jesteś jeszcze tam?”
Rośliny się ruszają, mówią: „Jest, jest”9

Świetlicki miał być poetą przełomu w literaturze, tego przełomu namacalnym świadectwem. Tak jak inne namacalne świadectwa zmian dokonujących się po 1989 roku było to jednak działanie upolitycznione. Odczucie przejściowości było „próbą praktycznej wolności”, która przydarzyła się wszystkim, jednak poezja ucierpiała chyba na tym najmocniej. „Apetyt na przemianę” był tak wielki, że przemian w literaturze doszukiwano się na zasadzie analogii historycznej10. Niemożliwym wydawało się, aby w momencie, tak ważnym dla polskiej polityki, polska literatura nie przeżywała podobnych przeobrażeń. Euforia jednak zakończyła się równie szybko jak się rozpoczęła bo już w 1995 roku pojawiły się pierwsze głosy kwestionujące dokonania młodych poetów11. Marcin Świetlicki natomiast wciąż pozostaje sobą i prowadzi walkę o własną poezję i tożsamość.


Przypisy:

1. Zob. M. Janion, Kres paradygmatu, „Rzeczpospolita” 1992, nr 63.
2. Zob. J. Jarzębski, Apetyt na przemianę, Kraków 1997, s. 73-76.
3. M. Świetlicki, Dla Jana Polkowskiego, w: Zimne kraje. Wiersze 1980-1990, Warszawa 2002.
4. M. Świetlicki, Polska, w: Zimne kraje, dz. cyt.
5. A. Niewiadomski, Jak (jednocześnie) być i nie być poetą należącym do kanonu?, wersja internetowa (biuroliterackie.pl).
6. Zob. R. Nycz, Język modernizmu. Prolegomena historycznoliterackie, s. 32 - 34.
7. M. Świetlicki, Polska 2, w: Zimne kraje 2, Kraków 1995, s. 63.
8. Tenże, Nie dla Jana Polkowskiego, w: Zimne kraje 2, dz. cyt., s. 57.
9. M. Świetlicki, Rzym, w: Schizma, Poznań, 1994, s. 21.
10. Jan Błoński zestawił ten moment historyczny z rokiem 1918.
11. Por. M. Stala, Coś się skończyło, nic się nie chce zacząć, „Tygodnik Powszechny”, nr 2/2000.

Podobne wypracowania: