Bądź na bieżąco - RSS

Opowiadanie z dreszczykiem

Kategoria: Język polski   |   Dodano: 23 stycznia 2011   |   Liczba słów: 497

Świadomość tego, że znajduje się w miejscu sobie nieznanym przychodziła bardzo powoli. Wydawało mu się, że jest na leśnej polanie, dookoła cisza, spokój, coś zimnego, śliskiego leje mu się na głowę. Deszcz. We śnie wszystko przybiera inną, bardziej przystępną formę. Tak naprawdę leżał nago na zimnej, wilgotnej posadzce.

Odzyskawszy przytomność, spróbował otworzyć oczy. Powieki były jak z żelaza, w dodatku ten ból głowy, aż trudno mu było skupić myśli. Jego wzrok powoli przedzierał się przez bezgraniczną, jak smoła, ciemność. Nie dostrzegł niczego poza bladym światłem wydobywającym się spod, chyba drzwi, znajdujących się w odległości około pięciu metrów od niego. Spojrzał w drugą stronę i za siebie. To samo. Musiał więc znajdować się na środku tego pomieszczenia, którego każda ściana zawierała drzwi. Nie pozostaje nic innego jak szukać wyjścia, ruszyć w którąś stronę, zacząć działać, przecież nie jestem tu z własnej woli - pomyślał. Czujny jak kot czyhający na zdobycz, ruszył, cały czas nasłuchując, w kierunku jednych z drzwi. Otworzył je, lecz ku swemu zdziwieniu nie zobaczył tam nic - znowu ciemność. Wszedł do środka i wydawało mu się, że wcale nie zmienił pokoju. Tu też były cztery wyjścia. Dziwne, bo spod drzwi ciemnego pokoju, z którego właśnie wyszedł dostrzegł snop światła. Ruszył, tym razem już szybko w kierunku kolejnych drzwi. Którekolwiek jednak otworzył sytuacja się powtarzała. W przypływie paniki zaczął biegać, krzyczeć, uderzać w ściany. Szybko się jednak opanował i usiadł spokojnie na podłodze, pod ścianą. Zamknął oczy, jednocześnie poczuł dziwny zapach, gaz. Był nawet przyjemny, nie zdążył jednak nawet zauważyć jak szybko zmorzył go sen...

Kolejne otwarcie oczu przyniosło nieoczekiwane zmiany. Zastanawiał się tylko czy nie na gorsze, zwłaszcza że teraz przykuty był do niewysokiego stołu laboratoryjnego i mógł poruszyć się jedynie o kilka centymetrów. W kącie, jak mu się wydawało, tego samego pomieszczenia, w którym znajdował się poprzednio dostrzegł stolik na kółkach z dziwnymi przyborami. Świeciła się nad nim świetlówka ultrafioletowa, która wydobywała z ciemności jakiś leżący na sofie, raczej ludzki, kształt. Na usta cisnęły mu się tysiące pytań, na które nie mógł, przynajmniej na razie, znaleźć odpowiedzi. Postanowił się odezwać. Gdy zastanawiał się nad tym co powiedzieć postać się podniosła i ruszyła w jego kierunku. W ciemności pobłyskiwały tylko białka oczu, jej oczu, jak stwierdził, analizując kształty tych fragmentów ciała, które mógł dostrzec. Bez wątpienia miała na sobie buty o wysokim obcasie, gdyż idąc po kamiennej posadzce powodowała charakterystyczny dźwięk. Jeszcze jej perfumy... nie znał tego niesamowitego zapachu, ale zdawał sobie sprawę, że takie perfumy musiały zostać wykonane na zamówienie. Czekając na rozwój wydarzeń, poczuł jak afrodyzjak zawarty w tym zapachu zaczyna działać na jego zmysły. Dziewczyna nachyliła się nad nim i wyszeptała mu do ucha: Wiesz? Jesteś tylko mój... To chyba ostatecznie odebrało mu mowę. Czekał. Nagle światło zgasło, a ona wyszła. Na tyle mu dziś pozwoliła...

Zdawał sobie sprawę, że to co dziś się wydarzyło przekraczało jego zdolność pojmowania, nie miał potrzeby zadawać sobie już więcej pytań. Usnął, odchodząc w nieskończoność...

Świadomość tego, że znajduje się w miejscu sobie nieznanym przychodziła bardzo powoli...

Podobne wypracowania: