Bądź na bieżąco - RSS

Opowiadanie o tyranie

Kategoria: Język polski   |   Dodano: 23 stycznia 2011   |   Liczba słów: 498

Opowiadanie o tyranie (w pierwszej osobie) na podstawie II części "Dziadów" Adama Mickiewicza.

Przyszedłem do kaplicy cmentarnej przed północą, aby uczestniczyć w Dziadach, czyli uroczystości na pamiątkę zmarłych przodków. Stanąłem razem z innymi wieśniakami pod ścianą. Guślarz kazał zamknąć drzwi od kaplicy i wszyscy ustawiliśmy się wokół trumny. Pogasiwszy wszystkie świece Guślarz wywoływał duchy cierpiące i pokutujące. Używał zaklęć i wykonywał magiczne zabiegi. Wziął garść kądzieli i podpalił ją. Przywołał lekkie duchy, a było to dwoje dzieci. Po kilkunastu minutach Aniołki odeszły zabierając ze sobą dwa ziarna gorczycy, co miało im wystarczyć za wszystkie odpusty.

Zbliżała się straszna północ, zamknięto drzwi na kłódkę, Guślarz przywoływał duchy ciężkie. Wziął smolny pęk łuczywa, a wieśniacy ustawili pośrodku wielki kocioł wódki. Gdy skinął z dala laską, w kotle buchnęło, zawrzało i zgasło. W kaplicy zrobiło się ciemno, Guślarz wzywał i zaklinał najcięższe duchy. I nagle usłyszeliśmy za oknem straszliwe błagania. Po chwili w oknie wszyscy ujrzeliśmy upiora. Wyglądał jak kość na polu, taki był wychudły i blady. Włosy miał rozczochrane na czole, a z ust leciał mu dym i błyskawice. Jego oczy wyglądały jak węgle w popiele. Od potępieńca głowy z trzaskiem sypały się iskry. Po chwili straszne widmo przemówiło i jak się okazało, był to dawny pan naszej wsi, który zmarł trzy lata temu. Powiedział, że jest w mocy złego ducha i cierpi okropne męczarnie. Guślarz spytał go, czego potrzebuje, aby się dostać do nieba. Na co widmo powiedziało, iż chciałby, aby jego dusza prędzej opuściła ciało. Lecz to może stać się tylko wtedy, gdy ktoś się nad nim ulituje i go pożywi.

Lecz teraz odezwał się chór ptaków. Mówiły, że były niegdyś jego sługami, które on pomorzył głodem. A teraz, gdy będzie się chciał pożywić, nie będą znać litości i nie pozwolą mu zaspokajać głodu. Gdy braknie jadła, one szarpią jego ciało. Teraz odezwał się kruk i opowiedział swoją historię. Będąc człowiekiem, za życia, wkradł się do ogrodu pana. Zobaczył jabłka na drzewie i pragnąc zaspokoić głód strząsnął kilka. Ale ogrodnik skryty w krzakach poszczuł go psami jak wilka. Żebrak został schwytany, a pan kazał go wychłostać na oczach całej wsi. Po tak surowej karze biedak zmarł. Gdy kruk skończył, odezwała się sowa i opowiedziała o tym, jak w dzień Wigilii Bożego Narodzenia prosiła pana o jałmużnę i nocleg, gdyż na dworze był bardzo surowy mróz. Żebraczka stała razem z dzieckiem przed bramą prosząc o odrobinę łaski. Lecz pan kazał ją wyrzucić. Hajduk wywlekł ją za włosy i wypchnął w śnieg. Kobieta zbita i przemarznięta umarła wraz z dzieckiem na dworze. Po tym opowiadaniu widmo powiedziało, że nie ma dla niego rady i musi dręczyć się przez wieki. Wszyscy zrozumieliśmy, że nie możemy mu pomóc, a on będzie się męczyć wieczność. Jego dusza nie może opuścić ciała – sprawiedliwe zrządzenie boskie.

„Bo kto nie był ni razu człowiekiem,
Temu człowiek nic nie pomoże”.

Na tym kończę opowiadanie o tyranie, który przybył do kaplicy cmentarnej przed blisko pięćdziesięcioma laty. Tę historię opowiedziałem swoim wnukom, którzy słuchali jej z zaciekawieniem, ale nie chcieli uwierzyć w istnienie duchów.

Podobne wypracowania: