Bądź na bieżąco - RSS

Opowiadanie fantastyczne

Kategoria: Język polski   |   Dodano: 23 stycznia 2011   |   Liczba słów: 300

I ja mogę pisać jak Stanisław Lem.

"Wysłannik Ziemi"

Położyłem się spać wcześniej niż zwykle, a sen zmorzył mnie prawie od razu. Po chwili przed oczyma ujrzałem wspaniałą planetę, którą pokrywały ogromne działa i wieżowce. Zbliżałem się do niej z olbrzymią prędkością moim statkiem kosmicznym Voltanem II, którego konstruowałem prze całe dwa lata. Komputer zasygnalizował mi, że jest to planeta zwana Pacmanią zamieszkana przez roboty zwane Cyberonami. Mieli świetne uzbrojenie i nowoczesne pojazdy.
Moja misja polegała na odzyskaniu skradzionego przez nich mikroprocesora, którym można było sterować wszystkimi komputerami we wszechświecie. Ponieważ wiele ziemskich instytucji, urządzeń i pojazdów obsługiwanych było przez komputery, zakłócanie ich pracy przez Cyberonów spowodowało chaos na Ziemi. Ktoś musiał więc niezwłocznie zająć się tą sprawą.
Wylądowałem na jakimś pustkowiu pokrytym różnym żelastwem nieopodal metropolii, w której prawdopodobnie znajdował się mikroprocesor. Byłem wyposażony w tornister rakietowy i broń laserową. Wybrawszy odpowiedni kierunek marszu udałem się do miasta. Musiałem kryć się po ciemnych ulicach, gdyż wszędzie nawet najmniejsze kamienie i mury miały czujniki, więc mogły poinformować centralę o zbliżającym się człowieku. Używając tornistra rakietowego unosiłem się ponad powierzchnią gruntu. W końcu niezauważony przez nikogo dotarłem do Laboratorium Informatycznego, w którym musiało znajdować się urządzenie dające kontrolę nad wszechświatem. Pokonałem strażników, ale nie był to jeszcze koniec, gdyż zdążyli włączyć alarm. Musiałem jak najszybciej dotrzeć do centrali. Czekał tam na mnie olbrzymi robot, ostatnia przeszkoda na mojej drodze. Stoczyłem ciężką walkę, a udało mi się przeżyć tylko dzięki mojemu laserowi, którym przeciąłem obwody życiowe wielkiego potwora. Chwyciwszy procesor poleciałem w kierunku mojego statku czekającego na mnie na pustkowiu. Cyberoni próbowali mnie zestrzelić, ale na szczęście umiejętnie manewrując statkiem uniknąłem ich pocisków.
Dotarłem szczęśliwie na Ziemię, gdzie przywitano mnie z wielką radością. Nagle usłyszałem jednak dzwonienie mojego budzika.
Gdy się obudziłem, nie byłem pewien, czy to co mi się przydarzyło było snem czy prawdą.

Podobne wypracowania: