Bądź na bieżąco - RSS

Opis sentymentalnego pejzażu

Kategoria: Język polski   |   Dodano: 27 stycznia 2011   |   Liczba słów: 453

Miejscem będącym dla mnie niewyczerpanym źródłem nostalgii i twórczych inspiracji jest ogród mojego dziadka, który wiosenną porą przepełnia woń kwitnących wówczas grusz, jabłoni i wielu innych drzew owocowych. Granicą oddzielającą ów sad od niedaleko położonych łąk, mieniących się różnobarwnymi kolorami, jest mała rzeczka, swego rodzaju wodopój, z którego w gorące letnie wieczory korzystają powracające z pastwisk zwierzęta. Urok ogrodu podkreśla ponadto „dywan” soczyście zielonej trawy, który w okresie wiosny dwukrotnie zostaje poddany, radykalnie zmieniającej jego wizerunek, metamorfozie. Najpierw za sprawą kwitnących mleczów, przemienia się w krainę miodem płynącą, a następnie w wyniku formowania się w kwiatach nasion, potocznie zwanych „latawcami”, wyglądem upodabnia się do zimowego, pokrytego śniegiem krajobrazu.

Wzdłuż wspomnianego już strumyka, którego wody, jak na dzisiejsze czasy, wciąż są krystalicznie czyste, rośnie szereg topoli, których wysoko sięgające konary rzucają przyjemny cień na znajdującą się w jego zasięgu altanę, niemalże całkowicie ukrytą pod gęstymi girlandami zwisającego bluszczu. Tuż za nią dostrzec można pozostałości po dwóch sędziwych dębach, ogromne pnie, które, niczym gruzy starożytnych zamków, przypominają sobą dawną historię i potęgę, zapisaną w słojach za pomocą tajemniczego języka. Jeszcze nie tak dawno tylko jeden z nich zmęczony życiem i ciągłą walką z przeciwnościami, poddał się woli natury i zakończył swoją długą egzystencję, jakby nie będąc już w stanie udźwignąć ciężaru przeszłości, który dzierżył na swoich ramionach (konarach). Drugi natomiast ze spokojem szumiał swym listowiem dalej, doskonale zdając sobie sprawę, iż los jego brata jest również jego losem i dopiero niespełna kilka lat temu ponownie połączył się ze swoim utraconym przyjacielem, ale już w zupełnie innej formie bytu.

Ogród ten, pełen różnego rodzaju kwiatów i roślin, jest w moim odczuciu idealnym miejscem do odpoczynku, gdyż radość z przebywania w nim udziela się nie tylko człowiekowi, ale również wszelkim istotom latającym, zwłaszcza pszczołom i motylom, które wtenczas chmurnie oblegają ów obszar. Jest to jednakże dla mnie również miejsce z wielu względów bogate w sentymentalne wspomnienia, z których najczęściej powracającym jest obraz urządzonego tam latem ogniska.

Miałem wówczas najwyżej sześć lat, lecz doskonale pamiętam tę niezwykłą atmosferę. Wielkie wrażenie wywarło na mnie wtenczas owe płonące ognisko oświetlające nasze postaci, jakby wszystkimi swymi siłami próbowało wyrwać nas ze wszechogarniającej otchłani mroku. A mrok był wówczas niesamowity. Nawet księżyc nie śmiał zmącić owych egipskich ciemności wychylając zza chmur swoją twarz. W takiej scenerii próbowałem wsłuchać się w przesłanie natury, lecz do uszu moich docierały jedynie niedalekie pohukiwania puchaczów, delikatny szum wody dobiegający z pobliskiej rzeczki, który dopełniały trzaski ogniska oraz subtelne uderzenia skrzydeł nietoperzy, a może to właśnie było tym przesłaniem, ta niezwykła cisza, spokój i harmonia, których brak w naszym ucywilizowanym świecie? Z owego uniesienia intelektualnego, a przede wszystkim emocjonalnego, ku sferze bardziej przyziemnej sprowadzała mnie, i to w sposób niezwykle skuteczny, unosząca się w powietrzu woń muskanej językami ognia kiełbasy.

Podobne wypracowania: