Bądź na bieżąco - RSS

  • Wypracowania
  • Język polski
  • Od uległości do heroizmu. Przeanalizuj postawy wybranych bohaterów literackich wobec różnych przejawów zła – prezentacja maturalna

Od uległości do heroizmu. Przeanalizuj postawy wybranych bohaterów literackich wobec różnych przejawów zła – prezentacja maturalna

Kategoria: Język polski   |   Dodano: 11 lutego 2011   |   Liczba słów: 3,509

Od zarania dziejów literatura zajmuje się problemem zła w świecie i jego wpływem na ludzkie poczynania. Pod względem bowiem antropologicznym człowiek jest istotą społeczną ściśle powiązaną z kulturą i przyrodą. Takie rozumienie człowieka pociąga za sobą pewne ważne konsekwencje, a mianowicie relacje pomiędzy jednostką a ogółem w aspekcie społecznym oraz stosunek człowieka do środowiska w aspekcie przyrodniczym muszą być zawsze naznaczone aksjologicznie, rozpatrywane w kategoriach dobra lub zła. Kwestia wyboru postawy wobec oddziałującego zła, od skrajnej indyferencji poczynając a kończąc na heroizmie, graniczącym często z obłędem, szaleństwem, ten, popychający do działania woluntaryzm, to podstawa ludzkiej egzystencji. Przedmiotem moich badań nie jest jednakże dogłębne, psychoanalityczne wykazywanie mechanizmów motywacyjnych lecz jedynie spekulatywna analiza ludzkich postaw wobec zła, które są głównym motywem konstytutywnym dzieła literackiego, dominantą kompozycyjną, jeśli nie każdego utworu, to przede wszystkim większości z nich. W niniejszej prezentacji świadomie nie dokonuję rozdzielenia pracy na dwie części (uległość i heroizm), które w sposób schematyczny ukazałyby ludzkie postawy, lecz posłużę się chronologicznym następstwem czasu, aby przedstawić zmieniające się w literaturze tendencje i wymogi stawiane bohaterom literackim.

Już starożytni, tragizm w utworach dramatycznych, opierali na konflikcie wyborów jednostki i skutkach jakie ów wybór powodował. Doskonałym przykładem może tu być tragedia Sofoklesa - Antygona, w której zło jest wielowymiarowe. Może nim być z jednej strony władza Kreona, z drugiej zaś fatum, ciążąca nad rodem Labdakidów klątwa. Mnie jednak interesuje inny utwór, chociaż zbliżony czasem powstania, czyli około V wieku przed Chrystusem. Jest nim starotestamentowa Księga Hioba, poemat o problemie cierpienia i śmierci.

Wierny, sprawiedliwy i bogobojny Hiob został wystawiony na próbę. Bogactwo, dzieci i zdrowie – znamiona łaski Boga – zostały mu kolejno odebrane, choć Hiob w niczym Bogu nie uchybił. Dla ludzi patrzących na jego nieszczęścia było to dowodem jakiegoś skrywanego przed światem grzechu. Szczególnie dawał do myślenia trąd – wówczas uchodził za chorobę grzeszników, był więc poczytywany za widomy znak kary. Dramat Hioba był tym większy, że nie znano wówczas pojęcia życia pozagrobowego, w którym mogłaby się dopełnić sprawiedliwość. Czując się niezrozumianym, podejrzanym i oskarżonym przez przyjaciół, reprezentantów zimnej i logicznej teologii, Hiob zwraca się do milczącego Boga i wyraża wobec Niego nadzieję na sprawiedliwość. Składając swój akt wiary i nadziei dochodzi do zrozumienia swoich ograniczeń, do pokory, uczy się modlitwy i poznaje Boga jako trudnego, zaskakującego, wielkiego i tajemniczego, którego nie sposób pojąć rozumem. Tak, w wielkim skrócie, zarysowuje się historia życia Hioba. Zastanówmy się zatem na czym opiera się tutaj problem zła i jak się do niego ustosunkowuje Hiob.

Problem zła dotyczy jednocześnie przyrody, człowieka i Boga. Badanie jaki sens ma zło, to pytanie, czy przyroda jest obojętna moralnie, czy też zawiera w sobie zasady, które czynią z niej instancję rozstrzygającą w kwestiach dobra i zła. Ale zastanawianie się nad sensem zła to również pytanie, jakie miejsce w tym świecie zajmuje człowiek jako istota rozumna i moralna, która zło zarówno wyrządza, jak i jest jego ofiarą. Księga Hioba daje nam wyraźnie do zrozumienia, iż człowiek jest najważniejszą częścią stworzonego przez Boga świata, gdyż to właśnie o człowieka i jego moralność walczy Bóg z Szatanem. Hiob zła jednak nie wyrządza, jest jedynie jego ofiarą. Zło sprowadza na niego tylko Bóg, a zatem Bóg jest w tym poemacie kwintesencją zła. Nieważne, czy rozpatrujemy istotę Boga pod względem panteistycznym, czy teistycznym, czynniki wpływające na sytuację materialną, jak również na kondycję moralną Hioba, pochodzą od Boga. On jest sprawcą cierpienia, mimo to Hiob pozostaje Mu wierny i uległy Jego wyrokom. Wypowiada bowiem następujące słowa: „Dał Jahwe i zabrał Jahwe. Niech będzie imię Jahwe błogosławione”.

W sumieniu swym Hiob jest przekonany, że nie popełnił winy wymagającej ekspiacji. Czeka na śmierć albo domaga się sprawiedliwego przewodu sądowego wobec samego Boga, który go zna lepiej. Nie widząc w cierpieniu następstwa grzesznego życia, musiałby uznać w Bogu swojego osobistego przeciwnika. Zdaje on sobie jednak sprawę z faktu, że ten sam Bóg jest równocześnie jego jedynym oparciem. Cierpienie zatem okazuje się cechą ludzkiej egzystencji, nie zaś karą za grzech. Miarą ludzkiej godności jest sposób przeżywania owego cierpienia. Hiob pozostał wiernym sobie i Bogu, zachował spokój i ufał, że działanie czasu odkryje sens wydarzeń. Można zatem uznać Hioba za postać, która w obliczu zła uległa jej niszczącej sile, pozostając jednakże nietknięta w sferze moralnej.

Zupełnie inny typ bohatera utrwalił się w początkowej fazie polskiego romantyzmu, w okresie „przedlistopadowym”. Mam tu na myśli Konrada Wallenroda czyli Waltera Alfa, który staje przed wyborem drogi, którą będzie kroczyć. Tragizm jego polega jednak na tym, iż cokolwiek nie wybierze, ściągnie tym na siebie katastrofę. Zło, które go otacza – Zakon krzyżacki zagrażający bezpieczeństwu Litwy – nie pozwala mu jednak pozostać w bierności. Napiętnowany stałością cierpienia rzuca się do walki, gdyż jest świadom własnego losu. W tajemniczych okolicznościach podszywa się pod słynnego rycerza Konrada Wallenroda i zostaje Wielkim Mistrzem Zakonu. Wojnę z Litwą prowadzi tak nieudolnie, że szybko doprowadza wojska krzyżackie do klęski. Zostaje zdemaskowany i jako zdrajca skazany na śmierć. Aby zachować resztki honoru decyduje się na samobójstwo.

Cierpienie jest główną przyczyną podejmowanych przez Konrada Wallenroda działań. Człowiek uznający bowiem swe cierpienie, musi je zanegować, aby stało się ono przedmiotem analizy. Zatem jedynie poprzez oddzielenie się od siebie samego i od świata istota ludzka może ustanowić swe cierpienie jako coś nie do zniesienia i dzięki temu uczynić je siłą napędową swych rewolucyjnych poczynań. W taki właśnie sposób jest skonstruowana postać Wallenroda. Poświęca on wszystko, co jest mu bliskie i co kocha, poświęca własne szczęście a nawet życie, aby przeciwstawić się sile zła. Mówi o tym Mickiewicz:

Walter wszystko utracił, Walter sam,
Jako wiatr na pustyni; błąkać się musi
Zdradzać, mordować i potem ginąć śmiercią haniebną.

Tragizm bohatera dodatkowo pogłębia sprzeczność pomiędzy wartościami chrześcijańskimi a grzechem, widocznym w nieczystym uczuciu zemsty i samobójstwie. Owa sprzeczność z etyką chrześcijańską w postawach bohaterów literackich jest jednakże jedną ze specyficznych cech polskiego romantyzmu. Wspomina o tym Maria Janion, wybitna badaczka i historyk literatury: „Rozmaite drastyczne wyobrażenia w naszej literaturze – samobójstwo Rejtana, zdrada Wallenroda, zemsta wampira, wyartykułowane w niej reakcje na zło zderzały się nieraz z nakazami etyki chrześcijańskiej”. [M. Janion, Wobec zła, Chotomów 1989, s. 31]

Podobnie nieetyczny charakter miała wybrana przez Konrada Wallenroda metoda walki, która opierała się na podstępie i zdradzie – czynach niemoralnych, nie mieszczących się w rycerskim kodeksie. Zatem bohater, pragnąc, by toczona przezeń walka była skuteczna, zrezygnować musiał ze swego honoru. Odrzucił wszystko, co było w jego życiu istotne, w imię miłości do Ojczyzny, w imię aktywności wobec zła, nawet tej najbardziej skrajnej, nieetycznej. Warto ponownie powołać się na słowa Marii Janion, która stwierdza, iż „... człowiek [w znaczeniu patrioty – dopowiedzenie moje] polega na tym, że kocha to, co nieszczęśliwe, słabe, upadające pod ciosami przemocy, uciemiężone i prześladowane, że [...] ten dziwny człowiek zazwyczaj jednak nie chce się umieszczać po stronie niebywale zdrowych na rozumie (albo przynajmniej uważających się za takich) pysznych swą siłą materialną zwycięzców, lecz po stronie zwyciężonych, często nawet szaleńców. Dlatego [...] miłość ojczyzny tak drogo kosztuje”. [M. Janion, dz. cyt. s. 32]

Przyjrzyjmy się teraz Józefowi K., bohaterowi Procesu Franza Kafki. Aby zrozumieć istotę zła w tymże opowiadaniu należy zdać sobie sprawę, iż świat w nim przedstawiony jest światem pozornym, za warstwą akcji znajduje się świat idei, którego odkrycie będzie pomocne w interpretacji postawy głównego bohatera. Nie zamierzam jednak streszczać dzieła lecz skupię się na pewnych jego fragmentach, które najdobitniej wypowiadają sens ideowy. Już podczas aresztowania Józefa K. od jednego ze strażników dowiadujemy się:

Nasza władza, o ile ją znam, a znam tylko najniższe służbowe stopnie, nie szuka winy wśród ludności, raczej wina sama przyciąga organy sądowe, które ją wówczas ścigają, jak mówi ustawa, i wysyłają nas, strażników. Takie jest prawo.

Mimo aresztowania przez „organa ścigania” Józefowi K. pozostawiono do dyspozycji fizyczną wolność („[...] pan jest aresztowany, pewne, ale nie powinno to [...] wpłynąć na codzienny tryb pańskiego życia”). Nawet jego własna gosposia wiedziała więcej o jego procesie, niż on sam i nie było w tym dla niej nic dziwnego: „... podsłuchiwałam trochę pod drzwiami i [...] obaj strażnicy powiedzieli mi to i owo. [...] Pan jest wprawdzie aresztowany, lecz nie tak, jak bywa aresztowany złodziej [...] takie aresztowanie [...] to jest jakby coś uczonego, czego wprawdzie nie rozumiem, ale czego się też nie musi rozumieć.” Na początku K. podchodził do całego tego zdarzenia dość sceptycznie. Po pewnym jednak czasie myśl o procesie już go nie opuszczała. Postanowił zatem walczyć o oczyszczenie z zarzutów, których notabene nie znał, i których, antycypując dalsze fakty, nigdy nie poznał. Odbywał liczne konferencje u adwokata, którego porady były, zdaniem K., nudne i jałowe. Zaczął rozmyślać o napisaniu obrony na piśmie, o rodzaju oświadczenia, w którym zrelacjonowałby w szczegółach swe życie, objaśniając drobiazgowo pobudki, jakie kierowały jego postępowaniem. Projekt ten nie pozwalał mu się skupić nawet w pracy. Pewien klient jego banku powiedział mu o pracującym dla sądu malarzu, którego wiedza na temat sądowych znakomitości była nader rozległa. K. wybrał się do niego lecz rozmowa z nim upewniła go tylko w przekonaniu, iż całkowite uwolnienie jest niemożliwe. Nieco rozczarowany wyszedł – czego się nie spodziewał – wprost na korytarz sądowych kancelarii. „Wszystko przecież należy do sądu” – stwierdził malarz.

Najważniejszą część Procesu stanowi jednakże epizod o wyprawie K. do katedry, w której nieoczekiwanie natknął się na kapelana więziennego, który wygłosił tylko dla niego skierowane kazanie. Główną częścią tej mowy była słynna przypowieść o człowieku, który próbuje dostać się do prawa. U prowadzących tam drzwi stoi jednak odźwierny i odwodzi go tymi słowy: „Jeśli cię to [wejście – dopowiedzenie moje] kusi, spróbuj mimo mego zakazu wejść do środka. Lecz wiedz: jestem potężny. A jestem tylko najniższym odźwiernym. Przed każdą salą stoją odźwierni, jeden potężniejszy od drugiego. Już widoku trzeciego nawet ja znieść nie mogę.” Wtedy człowiek przysiada na stołeczku u wrót i czeka dnie i lata, nieustannie prosząc odźwiernego o zezwolenie na wejście, próbując nawet przekupstwa. Ten za każdym razem odmawia, ale wciąż przesłuchuje człowieka, wypytuje o całe jego życie. Kiedy człowiek ma już umrzeć, ostatnim gestem przywołuje do siebie odźwiernego i pyta: „Wszyscy dążą do prawa; skąd więc to pochodzi, że w ciągu tych wielu lat nikt oprócz mnie nie żądał wpuszczenia?”. W odpowiedzi odźwierny krzyczy do umierającego: „Tu nie mógł nikt inny otrzymać wstępu, gdyż to wejście było przeznaczone tylko dla ciebie. Odchodzę teraz i zamykam je.” K. zastanowiła ta historia, ale był zbyt zmęczony, aby się nad nią głowić. Wyszedł z kościoła, żegnany słowami księdza: „Sąd niczego od ciebie nie chce. Przyjmuje cię, gdy przychodzisz, wypuszcza, gdy odchodzisz.” Tak jak świat – chciałoby się dopowiedzieć.

Równie nagle, jak nastąpiło aresztowanie, zapada wyrok. W przeddzień trzydziestych pierwszych urodzin K. został wyciągnięty przez siepaczy. W małym kamieniołomie za miastem jeden z nich „... wepchnął mu nóż w serce i dwa razy w nim obrócił.”

Zastanówmy się nad winą bohatera i jego postawą wobec zła. Nie wydaje mi się, aby można tu było mówić o dynamizmie głównej postaci, gdyż jest to jedynie stopniowe dochodzenie do świadomości własnej egzystencji. Nieświadomość była jedynym motorem jego poczynań. Na początku Józef K. starał się zrozumieć przyczynę swego aresztowania, dążył do prawdy. Prawda okazała się jednak niedostępna. Jedyne, co mógł uczynić, to ulec sile, której nie rozumiał i zaniechać walki z własnym przeznaczeniem. Jego winą było samo istnienie, życie zawiera bowiem w sobie nieuchronnie element winy. Prawo zaś przyciąga winę, dlatego wszyscy do niego zmierzają, każdy jednak ma własną drogę i jedne tylko, przeznaczone wyłącznie dla siebie, drzwi. Bohater Procesu został postawiony w sytuacji, której nie jest w stanie zmienić – wszystko zdaje się rozgrywać za jego plecami, wśród grona wtajemniczonych w hierarchię sądu postaci, które każdy zna, chociaż nikt ich nie widział. Jedyne, co pozostaje Józefowi K., to uznać konieczność takiego stanu rzeczy, zauważyć sens porządku świata. Próba przeniknięcia struktury tego świata zostaje z góry skazana na niepowodzenie, konfrontacja z potężnymi, anonimowymi siłami kończy się bezwarunkową katastrofą. Owa beznadziejna walka wydaje się jedynym celem istnienia i ma pozory racjonalności. Rzeczywistość jest jednak absurdalna i jedyne, co pozostaje człowiekowi to kontynuowanie wysiłku aż po marny kres.

Przejdźmy teraz do obrazów człowieka, jakie przedstawił Tadeusz Borowski w swoich Opowiadaniach. Głównym problemem opowiadań jest analiza zachowań i postaw człowieka zlagrowanego wobec nieznanego mu dotychczas, aż w takiej skali, zła. Borowski umieszcza tu swoje refleksje, próbując stworzyć w nich rzeczywistość na miarę rzeczywistości jaką poznał w czasie „czasów pogardy”, podejmując się ponadto próby analizy mechanizmów, tak społecznych, jak i psychologicznych, które umożliwiły zbrodnie ludobójstwa. Literatura Opowiadań przynosi nam zatem uniwersalną prawdę – prawdę o człowieku.

Opowiadania Borowskiego wyrażają prawdę o śmierci językiem śmierci. Narratorem większości z nich jest Tadek, student z Warszawy, młody debiutujący poeta. Nadanie narratorowi swojego imienia to swoista prowokacja autora, choć należy mieć również na uwadze, iż jest to także przyjęcie na siebie winy za to, co było udziałem zwykłego człowieka jego czasu. Zauważmy bowiem, iż zdaniem Borowskiego, każdy kto wyszedł żywy z obozów koncentracyjnych, musiał przeżyć kosztem innych; nie ma u niego niewinnych. W równym stopniu winę ponoszą oprawcy i ofiary. Było to bardzo poważne oskarżenie skierowane w stronę ofiar i różnie się do wizji Borowskiego ustosunkowywano, ale nie można nie przyznać autorowi opowiadań racji, zważywszy, iż w sposób mistrzowski ukazał faszystowski obóz koncentracyjny jako alternatywny model ludzkiego porządku, któremu poddają się jego ofiary. To właśnie one w wyniku swoistej tresury stają się wspólnikami zbrodni i katów, przyczyniając się tym samym do degradacji wielowiekowych humanistycznych tradycji i wartości ludzkich.

Zwrócę jeszcze uwagę na jeden bardzo ważny aspekt, a mianowicie charakterystyczną narrację behawiorystyczną, redukującą do minimum komentarz autorski, stroniącą od analiz psychologicznych oraz oceniania postaci, zakładając za swój cel jedynie badanie zachowań człowieka i jego somatyczno-fizjologicznych reakcji na świat zewnętrzny. Tutaj postaci charakteryzują się same poprzez własne zachowania. Przyjrzyjmy się zatem obrazom ludzi zlagrowanych nakreślonych przez Tadeusza Borowskiego.

W opowiadaniu U nas w Auschwitz Oświęcim zostaje przedstawiony jako „obóz oszustw”, w którym stwarzano pozory, aby nabrał cech obozu pracy. Świadczyć miał o tym napis nad wejściem, oznajmiający, iż praca czyni wolnym. Za tymi słowami kryła się jednak przerażająca obozowa rzeczywistość wyniszczająca ludzi przy jednoczesnym, maksymalnym wykorzystaniu ich sił witalnych. Mimo, iż w obozie odbywały się koncerty, mecze bokserskie i piłkarskie prawdziwa strona życia pozbawiona została jakichkolwiek wartości. Człowiek stawał się jedynie zaślepioną głodem i pragnieniem przetrwania siłą roboczą, zwierzęciem bez woli, możliwości wyboru zachowań i czynów, ograniczonym do sfery biologicznej, instynktowej. W tych nieludzkich warunkach ludzie usiłowali za wszelką cenę przetrwać, nawet kosztem najtrwalszych ideałów. Powszechna reifikacja istoty ludzkiej znalazła odzwierciedlenie w wyraźnej uległości i bierności więźniów wobec oprawcy, totalnego wyzucia z litości i współczucia, w nieczułości, konformizmie i nastawieniu na walkę o własny byt. Nie dziwi więc fakt, iż aby przetrwać syn popycha ojca do komory gazowej. Aby ktoś mógł przetrwać, ktoś musi umrzeć. Takie były prawa obozu i czy mogą zaskakiwać nas, gorzkie, przepełnione sceptycyzmem, słowa narratora, iż cała ta cywilizacja nic nie jest warta: „Ale to jest nieprawda, groteska, jak cały obóz, jak cały ten świat”.

W opowiadaniu Proszę państwa do gazu odnajdujemy wizerunek człowieka zlagrowanego, który żyje bezsilny wobec masowej, ciągłej śmierci i zbrodni. Jego szansą na przetrwanie jest przystosowanie się do nieludzkiego otoczenia, a to wiąże się z całkowitym zobojętnieniem na własną i przede wszystkim cudzą krzywdę. Jest to egzystencja według odwróconego dekalogu, zupełnie innego systemu wartości.

Człowiek zlagrowany to człowiek poddany terrorowi pracy i głodu. Jedzenie staje się dla więźniów jedynym tematem rozmów, myśli, dążeń i pragnień życiowych. W Dniu na Harmenzach mowa jest o prawdziwym obozowym głodzie: „Głód jest wtedy prawdziwy – mówi do narratora Żyd Beker – gdy człowiek patrzy na drugiego człowieka jako obiekt do zjedzenia”. Beker wiedział, o czym mówi. Kiedyś zabił syna za kradzież jedzenia. Potem poznał jednak prawdziwy głód. I od tej pory głód usprawiedliwia wszystkie nawet najbardziej nikczemne postępki. Ludzie w obozie poddani są edukacji – specyficznej tresurze, po której stają się uległymi, sprawnie funkcjonującymi trybikami obozowej machiny. Więźniowie wiedzą tylko, że na początku w obozie nie mieli nic, o czym wielokrotnie wspominają bohaterowie opowiadań, teraz zaś mają szanse na przeżycie, o ile się dostosują. Przemiana więc człowieka zwykłego w zlagrowanego dokonuje się za pomocą dwóch czynników: głodu i nadziei.

To właśnie nadzieja przetrwania każe matce w Proszę państwa do gazu wyrzec się własnego dziecka. Wiedziała, że jeśli przyzna się do niego, zginie. I tak umrze, kiedy jej postępek się wyda, bo zdaniem esesmana „tak należy karać wyrodne matki.” Cena przeżycia w obozie jest wysoka – jest nią śmierć tych, którzy zostali zabici, by pozostali mogli żyć.

Niemieckie obozy koncentracyjne były największym zbłądzeniem ludzkości, największym błędem historii. II wojna światowa to klęska wszelkich wartości humanistycznych, zarówno u oprawców jak i ofiar. Obrazy Tadeusza Borowskiego charakteryzują się tym, iż namalowane zostały ciemnymi barwami. Przebija przez nie gorzka nuta zawodu nad sytuacją kondycji ludzkiej w czasie próby, wyraźny nihilizm i dostrzeżenie relatywizmu, w skostniałej już i uformowanej przez wieki, tradycji humanistycznej, w ugruntowanych, wydawać by się mogło, wartościach etycznych. Opowiadania są zatem świadectwem upadku kultury, upodlenia człowieka i uległości wobec zła, ukazaniem prawdziwej istoty człowieczeństwa.

Jak już wspominałem, zdania na temat wizji Borowskiego były podzielone. Dla przykładu Gustaw Herling-Grudziński w powieści Inny świat w ten oto sposób ustosunkował się do problemu zła obozów: „Przekonałem się wielokrotnie, że człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach i uważam za upiorny nonsens naszych czasów próby osądzania go według uczynków, jakich dopuścił się w warunkach nieludzkich...”. Ten specyficzny stosunek Borowskiego do ludzi i społeczeństwa wynikał, jak wspomina Czesław Miłosz w Zniewolonym umyśle w rozdziale Beta, czyli zawiedziony kochanek, poświęconemu właśnie postaci Tadeusza Borowskiego, „z pasji etycznej, z zawiedzionej miłości do ludzi”.

Ostatnią pozycją, którą pragnę się zająć w niniejszej prezentacji, jest Zdążyć przed Panem Bogiem Hanny Krall. Utwór ten ma formę reportażu przeprowadzonego z Markiem Edelmanem, wybitnym łódzkim kardiochirurgiem, który podczas wojny był jednym z przywódców powstania w warszawskim getcie. Charakterystyczna narracja obudowana jest lakoniczną, nieozdobną mową Edelmana, która stanowi podstawę tej prozy. Ukryta w niej ironia często podszyta jest bólem i gniewem. Proste, opowiadane przez niego, historie dają świadectwo szoku moralnego i wielkich zmian myślenia, jakie występowały u człowieka zamkniętego w getcie. O pewnej kobiecie, która zastrzeliła się podczas powstania, Edelman ma do powiedzenia jedynie tyle: „Siedem razy strzelała do siebie, zanim trafiła. Tak ładna, duża dziewczyna z brzoskwiniową cerą, ale zmarnowała nam sześć naboi.” Nieustająca presja psychiczna uczyniła zeń człowieka twardego, ale nie bezwzględnego. „Nie denerwowałem się – pewnie dlatego, że nic nie mogło się zdarzyć. Nic większego niż śmierć, zawsze chodziło przecież o śmierć, nigdy o życie.”

Narrator przedstawia nam wstrząsające fakty i niezwykłe zachowania niepojęte dla ludzi, którzy nie znali getta z jego głodem, upodleniem i ciężarem śmierci. Ukazuje nam opuchniętych z głodu ludzi, umierających z niedojedzoną kromką chleba w ustach, tysiące rozstrzeliwanych i wywożonych do obozu, gwałcone kobiety, dzieci, którym z litości podaje się własną, prywatną porcję cyjanku. Nakreśla nam przed oczyma przerażające obrazy noworodków duszonych poduszką, matki nadgryzające w głodowym obłędzie trupki własnych dzieci. Traumę tę potęguje ponadto fakt, iż sam Edelman odprowadził na Umschlagplatz – miejsce, skąd odchodziły pociągi do obozów koncentracyjnych - czterysta tysięcy swoich rodaków, stając się w pewnym sensie pomocnikiem hitlerowców. Mieszkańców ubywało, wtedy to właśnie członkowie Żydowskiej Organizacji Bojowej (ŻOB) zdecydowali, że ruszą do nierównej walki, aby „umrzeć z fajerwerkiem”. Ale czy w ogóle można było to nazwać powstaniem? „Chodziło przecież o to, żeby nie dać się zarżnąć, kiedy po nas z kolei przyszli. Chodziło tylko o wybór sposobu umierania.” I właśnie sposób umierania w oczach Edelmana był głównym bodźcem rozpoczęcia powstania. Edelman wspomina ze smutkiem przykład starego Żyda, który wepchnięty na beczkę, był poniżany przez esesmanów i tłum. Był to swoisty opór przed utratą godności, bo „dokonanie wyboru między życiem a śmiercią jest ostatnią szansą zachowania godności.” Walczący chcieli skończyć inaczej niż ich rodacy, którzy w głodowym obłędzie gotowi byli jechać do obozu za kromkę chleba. Całe to powstanie było „... tęsknotą za pięknym umieraniem”, wyartykułowaną w czynie reakcją na zło holocaustu. Utwór Hanny Krall to zatem traktat filozoficzny o człowieku i jego zadaniach, ukazujący złożoność ludzkich postaw wobec zła.

Przedstawione przeze mnie przykłady zachowań i postaw ludzkich są świadectwem uniwersalności owego tematu. Ponieważ życie człowieka naznaczone jest cierpieniem i złem literatura próbuje analizować postawy i ukazywać drogi postępowania. Szczególnie wyraźnie widać to na przykładzie utworów poświęconych wojnie. Z literackich obrazów wojen wyłania się bowiem zawsze ten samem problem: jak człowiek zachowa się w obliczu wszechogarniającego zła i przemocy. Czy będzie to uległość, czy heroizm, każda postawa niesie ze sobą pewien sens moralny. Celem wszystkich zaprezentowanych przeze mnie utworów jest etyczna i estetyczna ekspresja wiedzy o człowieku, który pozbawiony władzy nad własnym życiem podejmuje wysiłek samourzeczywistnienia wobec determinujących jego los praw ludzkich, jak i wobec kierujących życiem, ale nie znanych podmiotowi praw transcendentnych.


Bibliografia:

Literatura podmiotu:
- Borowski, T., Wybór opowiadań, wyd. 4, Warszawa 1983;
- Brandstaetter, R., Przekłady biblijne z języka hebrajskiego (cztery poematy: Kaznodzieja, Hiob, Treny Jeremiasza, Pieśń nad pieśniami), ISBN 83-211-0554-8, wyd. 1, Warszawa 1984;
- Kafka, F., Proces, wyd. 4, Warszawa 1974;
- Krall, H., Zdążyć przed Panem Bogiem, ISBN 83-08-00045-2, wyd. 3, Kraków 1989;
- Mickiewicz, A., Konrad Wallenrod: powieść historyczna z dziejów litewskich i pruskich, ISBN 83-07-01086-1, wyd. 11, Warszawa 1986;

Literatura przedmiotu:
- Bittner, I., Romantyczne „ja”. Studium romantycznego indywidualizmu, wyd. 1, Warszawa 1984;
- Janion, M., Wobec zła, ISBN 83-85061-01-0, wyd. 1, Chotomów 1989;
- Leociak, J., Tekst wobec zagłady: o relacjach z getta warszawskiego, ISBN 83-85220-75-5, wyd.1, Wrocław 1997;
- Ślósarska, J., Rozum, transcendencja i zło w literaturze, ISBN 83-01-10427-9, wyd. 1, Warszawa 1992;
- Werner, A., Zwyczajna apokalipsa - Tadeusz Borowski i jego wizja świata obozów, ISBN 83-07-00573-6, wyd. 2, Warszawa 1981;
- W kręgu dobra i zła, oprac. i wybór tekstów E. Podrez, ISBN 83-85312-44-7, wyd. 1, Warszawa 1994;

Podobne wypracowania: