Bądź na bieżąco - RSS

Obrazy ludzi zlagrowanych – literatura obozowa – prezentacja maturalna

Kategoria: Język polski   |   Dodano: 11 stycznia 2012   |   Liczba słów: 2,889
W celu uniknięcia niedomówień i pozbawienia niniejszego szkicu błędów czysto merytorycznych dokonam rozdzielenia literatury (nazwijmy ją ogólnie) obozowej, na dwie części: literaturę lagrową oraz łagrową. Podkreślić należy, iż owe słowa, notabene podobne w warstwie leksykalnej, tworzą semantycznie zupełnie odmienne pojęcia, których mylić nie można, a tym bardziej sprowadzać do wspólnego mianownika. Różnica ta polega nie tylko na odmiennym usytuowaniu geograficznym tychże obozów, ale przede wszystkim na rodzaju oprawcy. W lagrach są nim hitlerowskie Niemcy, w łagrach zaś stalinowska Rosja. W niniejszej prezentacji zajmę się jedynie obozami hitlerowskimi – lagrami, czyli „kamiennym światem” pieców i krematoriów. Literatura polska w latach 1945-1948 była świadectwem wojny, okupacji i obozów zagłady. Zasadniczy podział dokonał się jedynie w sposobie przedstawiania faktów historycznych. Niektórzy twórcy umieszczali swoje refleksje w sfabularyzowanej formie opowiadań, próbując stworzyć w nich rzeczywistość na miarę rzeczywistości jaką poznali w czasie „czasów pogardy”, podejmując się ponadto próby analizy mechanizmów, tak społecznych, jak i psychologicznych, które umożliwiły zbrodnie ludobójstwa. Nie brakuje w nich zatem naturalistycznych obrazów oraz wstrząsających opisów. Taki charakter miała na przykład proza Tadeusza Borowskiego i Seweryny Szmaglewskiej. Równolegle jednak do prozy fabularnej rozwijała się literatura faktu, która, rezygnując z ujęć fabularno-fikcyjnych, próbowała nieomal reportażowo, opisać to, co opisać najtrudniej – czasy upadku wartości humanistycznych. Z kręgu tej literatury na szczególną uwagę zasługują „Medaliony” Zofii Nałkowskiej oraz „Zdążyć przed Panem Bogiem” Hanny Krall. Zajmijmy się zatem nieludzkim światem jaki przedstawił Tadeusz Borowski na kartach swych opowiadań.

Tadeusz Borowski – Opowiadania

Aby zrozumieć, dlaczego świat obozów wykreowany przez Borowskiego jest tak straszny, choć prawdziwy, należy zdać sobie sprawę, iż czas, który spędził w obozie był czasem pełnym traumatycznych przeżyć. Doskonale ukazał to Czesław Miłosz w swym dziele „Zniewolony umysł” w rozdziale „Beta, czyli zniewolony kochanek”, poświęconemu Tadeuszowi Borowskiemu: „Był rozjątrzoną raną, bezlitosny i nietolerancyjny. Świat taki, jaki był, był dla niego nie do zniesienia. Nihilizm Bety wynikał z pasji etycznej, z zawiedzionej miłości do ludzi.” Opowiadania Borowskiego wyrażają prawdę o śmierci językiem śmierci. Narratorem większości z nich jest Tadek, student z Warszawy, młody debiutujący poeta. Nadanie narratorowi swojego imienia to swoista prowokacja autora, choć należy mieć również na uwadze, iż jest to także przyjęcie na siebie winy za to, co było udziałem zwykłego człowieka jego czasu. Zauważmy bowiem, iż zdaniem Borowskiego, każdy kto wyszedł żywy z obozów koncentracyjnych, musiał przeżyć kosztem innych; nie ma u niego niewinnych. W równym stopniu winę ponoszą oprawcy i ofiary. Było to bardzo poważne oskarżenie skierowane w stronę ofiar i różnie się do wizji Borowskiego ustosunkowywano, ale nie można nie przyznać autorowi opowiadań racji, zważywszy, iż w sposób mistrzowski ukazał faszystowski obóz koncentracyjny jako alternatywny model ludzkiego porządku, któremu poddają się jego ofiary. To właśnie one w wyniku swoistej tresury stają się wspólnikami zbrodni i katów, przyczyniając się tym samym do degradacji wielowiekowych humanistycznych tradycji i wartości ludzkich. Zwrócę jeszcze uwagę na jeden bardzo ważny aspekt, a mianowicie charakterystyczną narrację behawiorystyczną, redukującą do minimum komentarz autorski, stroniącą od analiz psychologicznych oraz oceniania postaci, zakładając za swój cel jedynie badanie zachowań człowieka i jego somatyczno-fizjologicznych reakcji na świat zewnętrzny. Tutaj postaci charakteryzują się same poprzez własne zachowania. Przyjrzyjmy się zatem obrazom ludzi zlagrowanych nakreślonych przez Tadeusza Borowskiego. W opowiadaniu „U nas w Auschwitz” Oświęcim zostaje przedstawiony jako „obóz oszustw”, w którym stwarzano pozory, aby nabrał cech obozu pracy. Świadczyć miał o tym napis nad wejściem, oznajmiający, iż praca czyni wolnym. Za tymi słowami kryła się jednak przerażająca obozowa rzeczywistość wyniszczająca ludzi przy jednoczesnym, maksymalnym wykorzystaniu ich sił witalnych. Mimo, iż w obozie odbywały się koncerty, mecze bokserskie i piłkarskie prawdziwa strona życia pozbawiona została jakichkolwiek wartości. Człowiek stawał się jedynie zaślepioną głodem i pragnieniem przetrwania siłą roboczą, zwierzęciem bez woli, możliwości wyboru zachowań i czynów, ograniczonym do sfery biologicznej, instynktowej. W tych nieludzkich warunkach ludzie usiłowali za wszelką cenę przetrwać, nawet kosztem najtrwalszych ideałów. Powszechna reifikacja istoty ludzkiej znalazła odzwierciedlenie w wyraźnej uległości i bierności więźniów wobec oprawcy, totalnego wyzucia z litości i współczucia, w nieczułości, konformizmie i nastawieniu na walkę o własny byt. Nie dziwi więc fakt, iż aby przetrwać syn popycha ojca do komory gazowej. Aby ktoś mógł przetrwać, ktoś musi umrzeć. Takie były prawa obozu i czy mogą zaskakiwać nas, gorzkie, przepełnione sceptycyzmem, słowa narratora, iż cała ta cywilizacja nic nie jest warta: „Ale to jest nieprawda, groteska, jak cały obóz, jak cały ten świat.” W opowiadaniu „Proszę państwa do gazu” odnajdujemy wizerunek człowieka zlagrowanego, który żyje bezsilny wobec masowej, ciągłej śmierci i zbrodni. Jego szansą na przetrwanie jest przystosowanie się do nieludzkiego otoczenia, a to wiąże się z całkowitym zobojętnieniem na własną i przede wszystkim cudzą krzywdę. Jest to egzystencja według odwróconego dekalogu, zupełnie innego systemu wartości. Człowiek zlagrowany to człowiek poddany terrorowi pracy i głodu. Jedzenie staje się dla więźniów jedynym tematem rozmów, myśli, dążeń i pragnień życiowych. W „Dniu na Harmenzach” mowa jest o prawdziwym obozowym głodzie: „Głód jest wtedy prawdziwy – mówi do narratora Żyd Beker – gdy człowiek patrzy na drugiego człowieka jako obiekt do zjedzenia.” Beker wiedział, o czym mówi. Kiedyś zabił syna za kradzież jedzenia. Potem poznał jednak prawdziwy głód. I od tej pory głód usprawiedliwia wszystkie nawet najbardziej nikczemne postępki. Ludzie w obozie poddani są edukacji – specyficznej tresurze, po której stają się uległymi, sprawnie funkcjonującymi trybikami obozowej machiny. Więźniowie wiedzą tylko, że na początku w obozie nie mieli nic, o czym wielokrotnie wspominają bohaterowie opowiadań, teraz zaś mają szanse na przeżycie, o ile się dostosują. Przemiana więc człowieka zwykłego w zlagrowanego dokonuje się za pomocą dwóch czynników: głodu i nadziei. To właśnie nadzieja przetrwania każe matce w „Proszę państwa do gazu” wyrzec się własnego dziecka. Wiedziała, że jeśli przyzna się do niego, zginie. I tak umrze, kiedy jej postępek się wyda, bo zdaniem esesmana „tak należy karać wyrodne matki.” Cena przeżycia w obozie jest wysoka – jest nią śmierć tych, którzy zostali zabici, by pozostali mogli żyć.

Zofia Nałkowska – „Medaliony”

Proza faktograficzna Nałkowskiej podejmuje problematykę bliską opowiadaniom Tadeusza Borowskiego. Tożsama wydaje się istota oskarżenia faszyzmu, natomiast różny jest sposób artystycznego przedstawienia tematyki obozowej. Opowiadania Borowskiego to proza fikcjonalna, natomiast utwór Nałkowskiej mieści się w obrębie literatury faktu. Zofia Nałkowska pracowała w Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. „Medaliony” zostały napisane na podstawie autentycznych materiałów – zeznań świadków składanych przed Komisją. Na artystycznym kształcie „Medalionów” zaważyły okoliczności ich powstania. Autorka nie była bezpośrednim świadkiem opisanych zdarzeń, sama ich nie doświadczyła, dlatego też brakuje tutaj wyraźnych komentarzy odautorskich. Utwór przybrał w ten sposób pozorną formę prozy dokumentalnej, nie ma w nim fikcji literackiej, wszystkie postaci i zdarzenia są autentyczne. Autorka nie ingeruje w ich język, umyślnie pozostawiając drobne błędy i potknięcia stylistyczne, wydobywając z toku rozmowy jedynie rzeczy najważniejsze. W ten sposób wykrystalizowuje się u Nałkowskiej szkielet prozy obrachunkowej, literatury poświęconej ukazaniu prawdy o wojnie i oprawcach, na podstawie niepodważalnych dowodów – zeznań ludzi, którzy przeżyli prawdziwą Apokalipsę. Narrator zawsze pozostaje obiektywny, nie komentuje, ani nie ocenia, jedyną refleksją pozostaje prosta konstatacja powstała ze zwykłego, ludzkiego zdziwienia: „Jeśli objąć myślą ogrom przyspieszonej śmierci, jakiej miejscem – niezależnie od działań wojennych – stały się tereny Polski, to obok zgrozy, najsilniejszym uczuciem, jakiego doświadczamy, jest zdziwienie.” („Dorośli i dzieci w Oświęcimiu”), czy słynne już motto: „Ludzie ludziom zgotowali ten los.” Przyjrzyjmy się zatem obrazom ludzi zlagrowanych, jakie unaocznia nam Zofia Nałkowska w swoim dokumencie. W opowiadaniu „Dno” starsza kobieta opowiada, co przeżyła w czasie pobytu na Pawiaku, w Ravensbrück i w fabryce amunicji w Bunzig. To, o czym mówi, jest przerażające, wstrząsające. Straciła męża, syna i córkę, spotkała się z kanibalizmem wśród więźniarek, była przewożona bydlęcymi wagonami, jadąc przez siedem dni po sto osób w wagonie, bez jedzenia, wody i toalety. „Nawet Niemiec, i to się przeląkł, jak nas zobaczył” stwierdza lakonicznie bohaterka. Opowiadanie to ukazuje, do jakiego upodlenia sprowadzani byli ludzie, jakiego dna musieli dosięgnąć, aby dopuścić się aktom kanibalizmu. Ważny podkreślenia jest również sposób relacjonowania owych dantejskich scen. Obserwujemy tu bowiem wyraźny rozdźwięk pomiędzy treścią wspomnień a sposobem relacjonowania, który wskazuje na porażenie śmiercią, oswojenie się ze zbrodnią, zobojętnienie na krzywdę, otępienie psychiczne, ale był to niestety jedyny sposób przetrwania piekła na ziemi. Taki był właśnie umysł człowieka zlagrowanego. W opowiadaniu „Człowiek jest mocny” rozmówcą narratorki jest Michał P., młody, silny Żyd, który pracował w Chełmie przy zakopywaniu zwłok ludzi duszonych spalinami. Pewnego dnia z wozu wysypały się zwłoki jego żony i dzieci. Michał położył się obok nich i prosił, aby go zastrzelono, ale Niemcy odmówili, bo „człowiek jest mocny, może jeszcze dobrze popracować.” Czym zatem dla Niemca była istota ludzka? Zwykłą siłą roboczą, bydlęciem, czy może czymś jeszcze gorszym, mniej wartościowym? Zwykłym przedmiotem? Do najbardziej wstrząsających można zaliczyć opowiadanie „Dorośli i dzieci w Oświęcimiu”. Jego początek stanowi krótka charakterystyka największych katów Oświęcimia i opis ich ulubionych sposobów zabijania. Jednak opowiadanie to ma na celu ukazanie, iż wojna zbierała również żniwo wśród najmłodszych, dzieci, które nic nie zawiniły, oprócz tego, iż w swoim krótkim żywocie nie osiągnęły jeszcze wzrostu 120 cm, dolnej granicy selekcji do pracy. Te które ocalały, były przymuszane do ciągłej obserwacji aktów nieludzkiej przemocy, mordów i tortur, tracąc zdolność rozróżniania dobra od zła. Przykładem okaleczenia ich psychiki i wrażliwości jest zabawa w palenie Żydów.

Hanna Krall - „Zdążyć przed Panem Bogiem”

„Zdążyć przed Panem Bogiem” jest reportażem z Markiem Edelmanem, wybitnym łódzkim kardiochirurgiem, który podczas wojny był jednym z przywódców powstania w warszawskim getcie. Charakterystyczna narracja obudowana jest lakoniczną, nieozdobną mową Edelmana, która stanowi podstawę tej prozy. Ukryta w niej ironia często podszyta jest bólem i gniewem. Proste, opowiadane przez niego, historie dają świadectwo szoku moralnego i wielkich zmian myślenia, jakie występowały u człowieka zamkniętego w getcie. O pewnej kobiecie, która zastrzeliła się podczas powstania, Edelman ma do powiedzenia jedynie tyle: „Siedem razy strzelała do siebie, zanim trafiła. Tak ładna, duża dziewczyna z brzoskwiniową cerą, ale zmarnowała nam sześć naboi.” Nieustająca presja psychiczna uczyniła zeń człowieka twardego, ale nie bezwzględnego. „Nie denerwowałem się – pewnie dlatego, że nic nie mogło się zdarzyć. Nic większego niż śmierć, zawsze chodziło przecież o śmierć, nigdy o życie.” Narrator przedstawia nam wstrząsające fakty i niezwykłe zachowania niepojęte dla ludzi, którzy nie znali getta z jego głodem, upodleniem i ciężarem śmierci. Ukazuje nam opuchniętych z głodu ludzi, umierających z niedojedzoną kromką chleba w ustach, tysiące rozstrzeliwanych i wywożonych do obozu, gwałcone kobiety, dzieci, którym z litości podaje się własną, prywatną porcję cyjanku. Nakreśla nam przed oczyma przerażające obrazy noworodków duszonych poduszką, matki nadgryzające w głodowym obłędzie trupki własnych dzieci. Traumę tę potęguje ponadto fakt, iż sam Edelman odprowadził na Umschlagplatz – miejsce, skąd odchodziły pociągi do obozów koncentracyjnych - czterysta tysięcy swoich rodaków, stając się w pewnym sensie pomocnikiem hitlerowców. Mieszkańców ubywało, wtedy to właśnie członkowie Żydowskiej Organizacji Bojowej (ŻOB) zdecydowali, że ruszą do nierównej walki, aby „umrzeć z fajerwerkiem”. Ale czy w ogóle można było to nazwać powstaniem? „Chodziło przecież o to, żeby nie dać się zarżnąć, kiedy po nas z kolei przyszli. Chodziło tylko o wybór sposobu umierania.” I właśnie sposób umierania w oczach Edelmana był głównym bodźcem rozpoczęcia powstania. Edelman wspomina ze smutkiem przykład starego Żyda, który wepchnięty na beczkę, był poniżany przez esesmanów i tłum. Był to swoisty opór przed utratą godności, bo „dokonanie wyboru między życiem a śmiercią jest ostatnią szansą zachowania godności.” Walczący chcieli skończyć inaczej niż ich rodacy, którzy w głodowym obłędzie gotowi byli jechać do obozu za kromkę chleba. Całe to powstanie było „... tęsknotą za pięknym umieraniem.” Świat kreślony przez Edelmana wydaje się sennym koszmarem. W tych warunkach każdy odruch człowieczeństwa wydaje się na wagę złota. Żydzi pozostali samotni, gdyż skąpa pomoc zza muru – najczęściej nie bezinteresowna – nie przełamała bynajmniej izolacji, obcości i obojętności. To one pełniły funkcję dodatkowego muru, który czynił z getta obóz koncentracyjny.

Seweryna Szmaglewska – „Dymy nad Birkenau”

Ostatnią pozycją, którą pragnę się zająć w niniejszej prezentacji, są „Dymy nad Birkenau” Seweryny Szmaglewskiej. Utwór w pewnej mierze autobiograficzny, lecz w warstwie kompozycyjnej, narratorka umieszcza siebie jakby poza opisywanymi wydarzeniami. Jej obecność jest jednak wyczuwalna. Nie jest to bowiem zimna relacja z tego, co miało miejsce w Birkenau, nie ma tu odcinania się od prezentowanych wydarzeń, lecz permanentne obcowanie czytelnika z obiektywną narratorką, która owy obóz przeżyła. [Seweryna Szmaglewska została bowiem aresztowana w roku 1942 przez piotrkowskie gestapo i zesłana do Oświęcimia, gdzie przebywała do roku 1945. W styczniu tegoż roku uciekła z kolumny ewakuacyjnej.] O rzetelności, obiektywności i prawdzie samej w sobie jaka wynika z owej książki pisarka wygłasza we wstępie kilka bardzo ważnych słów, których zacytowanie wydaję mi się niezbędne: „Opowieść moja obejmie tylko fragment gigantycznej machiny śmierci, jaką był Oświęcim. Zamierzam podać wyłącznie fakty bezpośrednio zaobserwowane albo przeżyte. Wydarzenia opisane przeze mnie działy się w Birkenau (Oświęcim II). Dla uniknięcia nieporozumień wyjaśniam, że nie zamierzam powiększać niczym doniosłości faktów ani zmieniać ich ze względów propagandowych. Są rzeczy, których powiększać nie potrzeba. Wszystko, cokolwiek tu podam, jestem w stanie udowodnić przed każdym trybunałem. Są to przeżycia i obserwacje jednej osoby. To tylko kropla w wielkim, niezmierzonym oceanie. Przemówią niewątpliwie i inni, którzy obóz ten przeżyli. Przemówią też ci, którzy wrócą z innych, licznych obozów. Lecz większość nie wróci nigdy i nigdy nie przemówi.” „Dymy nad Birkenau” opisują obóz, w którym przetrzymywane były kobiety. Autorka opisuje nędzne pomieszczenia mieszkalne, baraki, w których „w okresach dużego napływu mieści się czasem ponad tysiąc dwieście ludzi.” Życie w nich sprowadzone zostało do nieludzkiej wegetacji, wśród brudu, wszy i przenikliwych jęków współwięźniarek. Praca, podobnie jak w opowiadaniach Tadeusza Borowskiego, miała na celu wyniszczenie człowieka przy jednoczesnym wyeksploatowaniu. Narratorka przedstawia nam zatem pracę w polu, noszenie drewna, czy kopanie rowu. W obozie żyje się dniem. Jest to wędrówka ku nieznanemu, w którą wkłada się wszystką energię, aby przeżyć kolejny dzień. „Zdobycie menażki na wodę, własnej miski i łyżki, kawałka brukwi do chleba na dzień następny, odrobiny mydła, to są problemy, od których zależy samopoczucie, których rozwiązanie lub nierozwiązanie wywiera decydujący wpływ na tok życia. Problemy te pochłaniają zupełnie krótkie chwile, które więzień (nie licząc godzin snu i apelu) spędza w obozie.” Życie w obozie jest tylko kwestią czasu. Dopóki człowiek jest zdrowy, jest w stanie przeżyć nadchodzący dzień. „Przychodzi jednak dzień, w którym omijane problemy zbliżają się same. Ktoś był zdrów jeszcze wczoraj i razem z innymi maszerował w kolumnie za bramę, dziś pada zemdlony w czasie apelu.” W takiej sytuacji człowiek wyczuwa, że pętla na jego szyi zaciska się niemiłosiernie mocno, gdyż „życie zdrowych osób jest ustawiczną rozgrywką hazardową pomiędzy człowiekiem a niebezpieczeństwem. Życie chorych – między człowiekiem a śmiercią.” Idąc do szpitala ryzykuje się życiem, „bo tam czeka śmierć.” W takich momentach – mówi narratorka – „dopiero docierają do świadomości słyszane wcześniej słowa esesmana: - Hier est ein Vernichtungslager.” (Tu jest obóz zagłady) Każdy, kto wchodził do obozu, miał nadzieję, iż miejsce to prędzej czy później opuści. Rzeczywistość obozowa pokazała jednak inaczej, a niniejsza książka Seweryny Szmaglewskiej miała być hołdem dla tych, którzy „nigdy już nie przemówią.” Zadajmy sobie zatem proste pytanie. Czym różni się owy obraz lagrów i ogólnie człowieka zlagrowanego od obrazu jaki nakreślił Tadeusz Borowski w swoich opowiadaniach? Obrazy Tadeusza Borowskiego charakteryzują się tym, iż namalowane zostały ciemnymi barwami. Przebija przez nie gorzka nuta zawodu nad sytuacją kondycji ludzkiej w czasie próby, wyraźny nihilizm i dostrzeżenie relatywizmu, w skostniałej już i uformowanej przez wieki, tradycji humanistycznej, w ugruntowanych, wydawać by się mogło, wartościach etycznych. „Opowiadania” są zatem świadectwem upadku kultury, upodlenia człowieka, ukazaniem prawdziwej istoty człowieczeństwa. „Dymy nad Birkenau” są zaś apoteozą życia, humanizmu ludzi, odporności na cierpienie. Kazimierz Wyka napisał o niej następujące słowa: „Ta książka... jest niespotykanym świadectwem odporności moralnej człowieka. Tak jest spokojna, tak sprawiedliwa, jak spokojne i sprawiedliwe może być spojrzenie tylko kogoś, kto poznał, że nawet władza śmierci nie jest władzą nad wolnością moralną człowieka.” Podobnie Wilhelm Mach: „’Dymy nad Birkenau’ nie są dziełem dedykowanym śmierci ani nienawiści: są aktem potężnej woli życia i wyznaniem najszlachetniejszego humanizmu. Zwycięska idea życia, silniejsza od zaczadzonych oparami krwi fabrykantów ludzkiego popiołu, przewija się przez wszystkie karty utworu. Utrzymanie, hodowanie i podsycanie w sobie nakazu – Musisz wytrwać! Musisz żyć! – oto prawdziwie bohaterski program, realizowany nieugięcie wbrew wszystkiemu.” Zaprezentowana przeze mnie literatura lagrowa, wyróżnia się tym, iż głęboko wnika w rzeczywistość obozową. Jej odwołania do norm etycznych spoza lagru, czy oskarżycielska postawa wobec katów mają inny sens niż manifestowanie odwiecznej dychotomii dobra i zła, przemocy i pomocy. Nie tylko przedstawiana jest problematyka martyrologiczna, autorzy dostrzegają również specyfikę obozowej edukacji, piszą o procesach zanikania wartości, formowania się psychiki człowieka zlagrowanego. Owa psychika była z jednej strony przedmiotem ostrej krytyki Tadeusza Borowskiego, z drugiej zaś wyniesiona została, przez Sewerynę Szmaglewską, na piedestał. Odmienność spostrzeżeń autorów na temat ludzkiego behawioryzmu w czasach pogardy jest na pewno ciekawym problemem antropologicznym, ale wykracza on poza ramy owego szkicu. Nas interesował bardziej sam obraz ludzi zlagrowanych obecny w literaturze. Przedstawione przeze mnie przykłady nie stronią od ujęć naturalistycznych, nie brakuje w nich scen brutalnych, ale czy czasy, w których miały miejsce owe wydarzenia nie były tożsame? Wychodząc z takiego założenia ubarwianie rzeczywistości byłoby wypaczaniem świadomości historycznej. Z lektury prezentowanych przeze mnie pozycji wyłonił się obraz człowieka pozbawionego, nie tylko godnego życia, ale przede wszystkim godnej śmierci, człowieka, którego egzystencja stała się przedwczesnym czyśćcem, człowieka zreifikowanego, upodlonego, sprowadzonego do zwykłego przedmiotu, który nie prezentuje sobą żadnej większej wartości niż własna materialność, ale przecież i to Niemcy potrafili ludziom odebrać, bo przecież:

„W Niemczech, można powiedzieć, ludzie umieją coś zrobić – z niczego ...” (Zofia Nałkowska - „Profesor Spanner”, cykl „Medaliony”) I .Literatura podmiotu: Borowski, Tadeusz: Opowiadania wybrane, Warszawa 1971; Krall, Hanna: Zdążyć przed Panem Bogiem, Warszawa 1992; Nałkowska, Zofia: Medaliony, Warszawa 2000; Szmaglewska, Seweryna: Dymy nad Birkenau, Warszawa 1989; II Literatura przedmiotu: Kosiński, Jan: Liczył się każdy przeżyty dzień, Kraków 1980; Obozy hitlerowskie na ziemiach polskich 1939-1945, zesp. aut. Czesław Pilichowski i inni, Warszawa 1979; Słownik literatury polskiej XX wieku, red. Alina Brodzka, Wrocław 1992, tutaj hasła: Obozowa literatura, s. 740-746 oraz Obrachunkowa literatura, s. 746-750;

Podobne wypracowania: