Bądź na bieżąco - RSS

  • Wypracowania
  • Język polski
  • Konstanty Ildefons Gałczyński – „Serwus, Madonna” – analiza i interpretacja dzieła literackiego

Konstanty Ildefons Gałczyński – „Serwus, Madonna” – analiza i interpretacja dzieła literackiego

Kategoria: Język polski   |   Dodano: 26 stycznia 2011   |   Liczba słów: 976

Niechaj tam inni księgi piszą.

W ten właśnie sposób rozpoczyna się utwór K. I. Gałczyńskiego „Serwus, Madonna”. Wers ten wyraźnie został nacechowany wewnętrznymi odczuciami podmiotu lirycznego z silnym zaakcentowaniem słowa „inni”, którego rola w liryku urasta do rangi symbolu – symbolu poezji pięknej, harmonijnej i spokojnej zarazem, nieadekwatnej jednak do życia i stylu poetyckiego podmiotu lirycznego. Sprecyzowany więc już w pierwszym wersie nadrzędny sens utworu można odczytywać jako typowe wyznanie artysty. Utożsamianie podmiotu lirycznego z poetą ma podłoże czysto historyczno-literackie i związane jest z często pojawiającym się toposem deklaracji wewnętrznej niemocy tworzenia. Postawa taka widoczna jest w trzecim wersie pierwszej strofy liryku: „ja ksiąg pisać nie umiem, a nie dbam o sławę.” Wyraźnie prezentowany typ „przeklętego poety”, charakterystyczny również dla takich poetów francuskich jak Boudelaire czy Rimbaud, plastycznie zarysowuje główny kierunek przemyśleń poety. Kolejne zwrotki natomiast są już tylko logiczną realizacją wcześniej zakomunikowanej ideowej konstatacji, zgodnie z którą podmiot liryczny „ksiąg pisać nie umie” i pozornie „nie dba o sławę”. Jest to jednak deklaracja częściowo prawdziwa, stanowiąca jednorazową konsekwencję chwili.

Tematem wiersza jest zatem bez wątpienia sztuka i artysta. Gałczyński czyniąc podmiotem lirycznym poetę przedstawia swoją koncepcję artysty. Przewrotność jego rozumowania opiera się jednak na paradoksalnym zestawieniu proponowanego modelu sztuki z tradycyjnym pojmowaniem jej roli. Rozpoczynająca utwór strofa, a przede wszystkim pierwszy wers z zastosowaną w nim przerzutnią, wprowadzają pewien element zaskoczenia odbiorcy, który potęguje ponadto wers trzeci, ze wspomnianą wcześniej deklaracją braku talentu i indyferentnej postawy wobec ewentualnej sławy. Księgi i sławę zostawia zatem podmiot liryczny innym – rezygnując jednocześnie z tego, co było najważniejsze dla artystów od czasów Horacego. Koncepcję tworzenia sztuki dla rozgłosu Gałczyński definitywnie odrzuca i przedstawia wizerunek artysty – cygana, prowadzącego podejrzany tryb życia, przypominającego młodopolskich dekadentów, którzy konsekwentnie łamali wszelkie normy obyczajowe i swoim zachowaniem poruszali społeczność mieszczańską. Mowa o tym w strofie drugiej, w której ma miejsce odrzucenie typowych wartości, tak charakterystycznych dla poezji:

Przecie nie dla mnie spokój ksiąg lśniących wysoko
i wiosna też nie dla mnie, słońce i ruń wonna.

Zweryfikowany system wartości okazuje się jedynie nic nie wartą ulotnością. Podmiot liryczny buduje zatem nową aksjologię opartą o realia współczesnego mu świata, w którym dostrzega „tylko noc, noc deszczową i wiatr, i alkohol”.

Strofa trzecia natomiast to już typowa, dekadencka, konstatacja dotycząca świata. Wszystko bowiem przemija, życie jest ulotne i zawieszone w próżni egzystencjalnej aktywności, które z biegiem czasu niestety wydaje się tylko biernością. Dokładnie ilustruje to kadencja zdania: „Byli inni przede mną” i antykadencja: „Przyjdą inni po mnie” zakończone ostateczną konkluzją: „Albowiem życie wiekuiste, a śmierć płonna”, mające charakter smutnych refleksji podmiotu lirycznego. Wers trzeci natomiast zawiera w sobie religijno-filozoficzne zaprzeczenie celowości świata, gdyż całe ludzkie życie to „... jak sen wariata śniony nieprzytomnie”.

W ostatniej strofie dzieła poeta nazywa siebie łobuzem i łotrem, który znany jest konnej policji, jest człowiekiem o brudnych rękach. Wyraźnie rezygnuje więc z dostojeństwa i godności, jakimi najczęściej szczycił się artysta. Swoją postawą ukazuje, iż poeta powinien dążyć do harmonii między własnym życiem, a tworzoną przez siebie sztuką. Uzyskanie owej ekwiwalencji prowadzi do wielkości i świętości zarazem i powinno być symbolem poezji w ogóle.

Wiersz adresowany jest (w tytule i refrenie zamykającym każdą zwrotkę) do madonny, którą poeta określa jako matkę, kochankę i muzę. Jest ona dla niego uosobieniem natchnienia i samej sztuki w najczystszej, możliwej postaci. Pewne niejasności może wprowadzać jednak zwrot „Serwus, Madonna”, który niczym refren wybrzmiewa na końcu każdej ze strof. Otóż zderzenie tych dwóch słów: dostojnego madonna, z potocznym serwus, można zinterpretować jako pewne lekceważenie, brak szacunku dla adresatki, ale taki odbiór tego zestawienia wyrazów jest najmniej adekwatny do treści liryku. Łatwo zauważyć bowiem, iż owe słowa mają bardzo silny wydźwięk emocjonalny i ujawniają pewien sens subiektywny autora. Odbierać je należy zatem jako środki ekspresji literackiej, skierowane w bezpośredni sposób do adresatki, ukazujące silny związek artysty z jego „muzą” oraz charakteryzujące samego artystę, który łączy w sobie sprzeczności: codzienną zwykłość i świętość sztuki. Madonna - muza i sztuka ukazywana jest jakby w opozycji do szarej rzeczywistości i występków artysty. To ona nadaje mu wartość i oczyszcza go, ona nadaje sens jego życiu. Dlatego poeta tworzy jej wyidealizowany wizerunek, ukazuje ją jako piękną, ukochaną kobietę, jako wcielenie swoich marzeń. Jednocześnie jest ona dla poety o brudnych rękach kimś świętym, do kogo odnosi się z czcią i oddaje jej hołd. Uznając wielkość sztuki, poeta nie ma wysokiego wyobrażenia o sobie samym - wynika stąd kontrast między przedstawionymi w wierszu obrazami: piękna i brzydoty, świętości sztuki i występności artysty, wielkości i małości. Obrazy te ilustrują sprzeczność, która - zdaniem Gałczyńskiego - tkwi w samym artyście, tęskniącym do wielkości i świętości, ale nie zawsze umiejącym tej świętości sprostać.

Utwór Gałczyńskiego, to bardzo ciekawe zjawisko stylistyczne. Pod względem wersyfikacyjnym mamy tu bowiem do czynienia ze stylem retoryczno-kolokwialnym ubarwionym jednak o elementy stylu pieśniowego, opartego przede wszystkim na „zrefrenizowaniu” dzieła poprzez powracające w każdej strofie zawołanie „Serwus, Madonna”. Wypowiedź poetycką charakteryzuje pewna swoboda, mimo to zachowana zostaje tradycja wierszowa. Pod względem struktury wiersza mamy do czynienia z trzynastozgłoskowcem. Liryk składa się z pięciu strof, a każda z czterech wersów. Pierwsze trzy wersy w poszczególnych zwrotkach mają zawsze trzynaście sylab (z wyjątkiem rozpoczynającego wiersz wersu, w którym zastosowana przerzutnia sprawia, iż składa się on z jedenastu sylab), czwarte natomiast pięć. Pod względem gatunkowym omawiany utwór należy do liryki groteskowej, jakże charakterystycznej dla całej twórczości poety. Akcenty w utworze składają się na trocheje i amfibrachy, rymy natomiast są dokładne (kaczeńce-wieńce, wonna-madonna) oraz przeplatane.

Wiersz „Serwus, Madonna” jest utworem meta-poetyckim, poezją o poezji. Ma pomagać człowiekowi, leczyć w nim ból świata i chronić go przed złem. Charakterystyczne dla twórczości Gałczyńskiego groteskowe zabarwienie liryku jest bardzo łatwo wyczuwalne, a przewodnia myśl dzieła zadeklarowana zostaje już w pierwszym wersie. Pomimo tego, iż temat sprowadzony zostaje do relacji sztuka-artysta, autor nawiązuje w swych rozmyślaniach do tradycji antycznej, a także do dekadenckiego systemu wartości by ukazać liczne kontrasty pomiędzy sferą sakralną sztuki samej w sobie, a sferą ludzkiej egzystencji opartej na dążeniu do wielkości i świętości jaka się z nią wiąże.

Podobne wypracowania: