Bądź na bieżąco - RSS

Kartka z pamiętnika Robinsona Cruzoe

Kategoria: Język polski   |   Dodano: 26 stycznia 2011   |   Liczba słów: 348

Przedstaw dowolną przygodę na morzu przed pobytem Robinsona na wyspie pisząc w pierwszej osobie.

Następnego dnia, 1 września 1651 roku, popłynąłem statkiem ojca Jakuba zmierzającym do Londynu. Gdybym mógł poznać przyszłość, na pewno nie wstąpiłbym na ten statek. Płynęliśmy szybko. Zaledwie jednak łódź opuściła zatokę, zerwał się gwałtowny wiatr i dotychczas spokojne morze wezbrało ogromną falą. Burza zerwała się tak nagle, że nie zdążyłem nawet schronić się pod pokładem. Z każdą chwilą robiło się coraz ciemniej. Ryk wód głuszył gwizdki i słowa komendy. Od kołysania dostałem choroby morskiej. Ogromne fale co chwila zwalały mnie z nóg. Czułem, że mdleją mi z wyczerpania ręce na żelaznych uchwytach. Zdawało mi się, że lada chwila przepaść bez dna pochłonie statek i ludzi.
Nazajutrz wiatr się uciszył i słońce wyjrzało zza chmur. Jakub zaprosił mnie na szklaneczkę grogu. Nigdy tego nie piłem, ale żeby nie narażać się na kpiny, spróbowałem. Myślałem, że wlewam przez gardło ogień, który za chwilę wybuchnie mi w żołądku. Spędziliśmy potem kilka godzin na rozmowie.
W ciągu kilku następnych dni statek posuwał się bardzo powoli. Szóstego dnia trafiliśmy na ciszę morską i musieliśmy rzucić kotwicę. Po kilkunastu godzinach postoju zerwał się gwałtowny wiatr, który groził zerwaniem z uwięzi. Leżałem w kajucie wmawiając sobie, że ta burza minie tak samo jak tamta. Nagle fala targnęła statkiem, zerwałem się na równe nogi i wybiegłem na pokład. Panował tam chaos. Statek nagle stracił równowagę. Załoga skoczyła do siekier i porąbała takielunek. Okrzyk Kapitana na chwilę zapanował nad pokładem. Dno statku wezbrało wodą. Zerwałem się i stanąłem przy pompach. W minutę później działa trójmasztowca zagrzmiały na trwogę. Straciłem przytomność myśląc, że woda rozsadza kadłub statku. Ktoś kopnął mnie boleśnie, co przywróciło mi od razu świadomość. Wstałem i poszedłem jak ślepiec w stronę luku. Załoga tonącego statku w mgnieniu oka znalazła się w szalupie. Przebyliśmy zaledwie kilkaset sążni, a statek zatonął. Okrążyliśmy latarnię morską i płynąc wśród skał dotarliśmy do brzegu, gdzie zbierały się już gromady ludzi z pobliskiej osady rybackiej. Przyjęto nas tam gościnnie. Kapitan rozdzielił zebrane pieniądze, aby każdy mógł dostać się do Londynu lub wrócić do Hull, dokąd wyruszyła większość marynarzy.

Podobne wypracowania: