Bądź na bieżąco - RSS

Edgar Allan Poe – „Skradziony list” – analiza i interpretacja dzieła literackiego

Kategoria: Język polski   |   Dodano: 25 stycznia 2011   |   Liczba słów: 985

Świat kreślony na kartach noweli Edgara Allana Poe „Skradziony list” poddany został próbie zracjonalizowania i urzeczywistnienia, zwłaszcza za sprawą daleko posuniętych opisów zastanej przez czytelnika sytuacji fabularnej. Już na początku utworu zakomunikowane zostaje miejsce oraz czas (chociaż to drugie poddane zostało uogólnieniu na cały wiek XIX). Czytamy tu bowiem następujące zdanie: „Było to w Paryżu, jesienią 18.. r.”. Zastanawiać może zatem, przewaga której epoki i którego stylu myślenia, stała się głównym budulcem przy konstruowaniu postaci, zwłaszcza C. A. Dupina, którego analityczny umysł, jakże charakterystyczny dla oświecenia, zaskakuje czasem nietuzinkową odskocznią ku intuicji. Wyraźnie jednak przeważa w nim ta pierwsza sfera epistemologicznej aktywności, oparta o racjonalistyczne przesłanki umysłu. Równie ciekawa jest postać „ja” narratora, czyli Edgara Poe, którego oczami spoglądamy na świat przedstawiony. To on jest tutaj głównym odbiorcą „nauk” Augusta Dupina (będzie jeszcze o tym mowa w dalszej części pracy) i to on je przekazuje czytelnikowi, oprawiając je w ramy specyficznej, nocnej atmosfery pokoju „na trzecim piętrze domu nr 33 przy rue Donot, Faubourg Saint Germain”.

Typowy dla noweli element scalający przedstawiane wydarzenia stanowi tutaj tytułowy skradziony list. To właśnie wokół niego rozgrywa się cała akcja. Stanowi on ponadto element struktury opowiadania, organizując wyraźną schematyczność, gdyż jako przyczyna wywołuje pewne, ważne dla treści utworu, skutki. Główny problem opowiadania dotyczy skradzionego w pokojach królewskich listu. Wiadomo, kto go ukradł, tylko nie wiadomo, gdzie ukrył. Złodziej znany jest osobie okradzionej, lecz nie można go oskarżyć, gdyż dla osoby poszkodowanej najlepiej by było ukryć fakt, że taki list w ogóle istnieje. Królowa otrzymała go (list) w obecności króla. Podczas jego „lektury” do pokoju wszedł jeszcze minister. Królowa nie mogła go (oczywiście listu) ukryć, gdyż wzbudziłoby to podejrzenia króla, iż zawiera on jakąś tajemnicę. Położyła go zatem na wierzchu. Minister zorientowawszy się o co chodzi, położył obok niego swój, który miał przy sobie. Kiedy wychodził, odbywszy kurtuazyjną rozmowę, zabrał ze stołu list królowej. List użyczał złodziejowi dużej władzy nad osobą, do której był adresowany, z tą jednakże różnicą, iż to właśnie jego posiadanie, a nie użycie, zapewniało władzę. Odnalezienie owego listu należało do zadań paryskiej policji, z osobą prefekta, pana G., na czele. Gdy mu się to nie powiodło, zwrócił się o pomoc do detektywa Dupina, który wysłuchawszy jego relacji z działań policyjnych poszukiwań, wypowiedział następujące, kluczowe dla opowiadania, słowa: „Może tajemnica jest nieco za przejrzysta?”. Ta owa tajemniczość wpisana jest jednakże również i w strukturę utworu i przejawia się w formie wspomnianej już schematyczności opowiadania. Polega ona na operowaniu przemyślaną strukturą zdarzeń, która inscenizuje dwie serie działań. W ów schemat wpisuje jedynie autor nowe postaci.

Serię pierwszą stanowią zatem:
- król, który nie widzi listu,
- królowa, która za najlepszą kryjówkę dla listu uważa pozostawienie go widocznym miejscu,
- minister, który widzi wszystko i list zabiera.

Drugą serię tworzą zaś:
- policja, która niczego u ministra nie znajduje,
- minister, który za najlepszą kryjówkę dla listu uważa pozostawienie go na widoku,
- detektyw Dupin, który widzi wszystko i list odzyskuje.

Obie te struktury zdarzeń są rozbieżne, ale osobliwy element (list) jest punktem, w którym się one zbiegają. Punkt ten jest wyraźną cezurą, która z jednej strony rozdziela przedstawiane zdarzenia, z drugiej jednak dokonuje w nich niezbędnych przemieszczeń, specyficznego przesunięcia względem siebie, zapewniając w ten sposób między nimi łączność. Również ów element scalający zostaje przesunięty względem siebie samego, zmieniając swój status, gdyż nie jest tam, gdzie się go szuka, lecz w zamian znajduje się tam, gdzie go nie ma, jako ukrytego. Można powiedzieć, że zawsze jest nie na swoim miejscu, to zaś sprawia, że zawsze jest czymś więcej niż mogłoby się wydawać.

Stosunek bohaterów do owej ukrytej prawdy rysuje się na trzech szczeblach. Pierwszy to bohaterowie, którzy nic nie widzą (król i policja). Drugi to ci, którzy wykorzystują ową niewiedzę postaci, z progu poprzedniego, czyli królowa oraz minister (ten drugi czyni to dwukrotnie – w stosunku do królowej oraz policji). Trzeci zaś poziom wiąże się z drugim na zasadzie zapożyczenia – wykorzystanie przebiegłości swojego przeciwnika (minister od królowej, detektyw od ministra). Na najwyższym szczeblu znalazł się Dupin i on tu jest głównym bohaterem „rozdającym karty”. Mimo iż narratorem, a do tego pierwszoosobowym, jest postać, którą można uznać za projekcję autora, to rzeczywistym opowiadającym jest Dupin. Jego rozmowa z postacią narratora, zwłaszcza ta, w której Dupin ujawnia historię skradzionego listu oraz tok swego rozumowania, wykracza poza ramy czystego dialogu, gdyż „ja” pierwszoosobowe, obmyślone jako osoba relacjonująca wydarzenia jest tak naprawdę bierna, jako przedmiot, do którego kierowane są myśli, nie podejmuje, specyficznej dla dialogu, polemiki, nie przybiera formy podmiotu, ograniczając się jedynie do wtrącania krótkich uwag, często żartobliwych np.: „Coś mi się zdaje, że będziesz miał zatarg z niejednym algebraikiem paryskim”, gdy Dupin prowadzi wywód o matematykach. Rozważania charyzmatycznego detektywa mają charakter wykładu, którego audytorium stanowi jedna osoba. Jej zaś krótkie uwagi mają na celu zmotywowanie mówcy do jeszcze głębszego wnikania w sedno sprawy. Dialogi Dupina są zatem w pewnym sensie jego monologami, w których autor ujawnia wnętrze i psychoanalityczne (?) predyspozycje postaci, jakże charakterystyczne dla późniejszych bohaterów specyficznego gatunku powieściowego jakim jest kryminał.

Wiedza narratora jest szeroko ograniczona, czego można wielokrotnie podczas lektury doświadczyć, zwłaszcza w scenie wręczania listu. Świadczą o tym słowa: „Osłupiałem. Prefekt był po prostu spiorunowany. Na chwilę znieruchomiał i oniemiał.” Wyraźnie Dupin góruje nad wszystkimi postaciami. Podobne „niedomaganie” narratora można zaobserwować w kreślonej przezeń przestrzeni scenicznej, ograniczonej do opisu pomieszczenia, w którym goszczony był prefekt paryskiej policji. Inne, pojawiające się w utworze, obrazy są dziełem poszczególnych, wypowiadających się bohaterów.

Utwór Edgara Poe wyraźnie nastawiony został na psychologiczne studium postaci. Świadome ograniczenie do minimum opisów świata zewnętrznego na rzecz wewnętrznego jest sposobem na pogłębienie rysów poszczególnych bohaterów. Koniecznie trzeba także zauważyć, iż utwór nie zamknął bynajmniej w swoich ramach całej akcji opowiadania. Wykracza ona bowiem poza jej początek i koniec. Chodzi tu o rozgrywkę detektywa z ministrem, która bynajmniej nie miała swojego początku wraz z przybyciem prefekta policji oraz prośbą o pomoc w rozwiązaniu prostej i nader dziwacznej sprawy. Szczegółów owego konfliktu Dupina z ministrem autor bliżej nie nakreśla, zaznacza jednakże, iż jest on konsekwencją wcześniejszego łańcucha bliżej nieokreślonych zdarzeń.

Podobne wypracowania: