Bądź na bieżąco - RSS

Dygresje zawarte w „Beniowskim” Juliusza Słowackiego

Kategoria: Język polski   |   Dodano: 15 maja 2011   |   Liczba słów: 1,223

„Beniowski” Juliusza Słowackiego uważany jest za jedno z najwybitniejszych dzieł romantyzmu polskiego, a na pewno za najbardziej romantyczny z romantycznych utworów polskich. Jest to szczytowe osiągnięcie epiki wierszowanej w literaturze polskiej tego okresu. Utwór zaskakuje czytelnika bogactwem i różnorodnością podejmowanej problematyki oraz częstym przechodzeniem narratora od tematu do tematu. Wszystkie sprawy, o których tu mowa, są dla opowiadającego równie ważne. Zbudowany w ten sposób utwór wierszowany zwykło się nazywać poematem dygresyjnym. Podstawowa cecha „Beniowskiego” polega na tym, że narrator mówi tu o wielu sprawach równocześnie: o bohaterach historycznych, o sobie samym, o własnej twórczości, inspiracjach, o konfliktach z krytyką literacką.

Czołowe miejsce zajmuje w utworze polemika z ugrupowaniami politycznymi polskiej emigracji i ich programami. Słowacki zaatakował większość ówczesnych stronnictw politycznych, mających wpływ na życie i poglądy emigrantów. Szczególnie silnie piętnował tzw. katolików skupionych wokół „Młodej Polski”, którzy wyjątkowo wyróżnili się w ganieniu Słowackiego i jego twórczości. Polemika z pozostałymi stronnictwami jest znacznie spokojniejsza, poeta prowadzi powściągliwą dysputę z obozem arystokratycznym i demokratycznym. Obóz arystokratyczny skupiony wokół tzw. Hotelu Lambert został potraktowany dość lekceważąco. Jego marzenia o odrodzeniu w Polsce monarchii poeta nazywa krótko i dosadnie „iluzjami”, przyrównując je urojeniom Don Kichota i Ikara:

„O gdyby nie to! – to nigdy Ikar by
Nie latał – nigdy by nie żył Don Kichot,
Nigdy by w Trzecim Maju nie urosły
Iluzje – na co dziś tak wrzeszczą posły”.

Nazywa też całe stronnictwo piekłem „bez ognia”:

„Po drodze wstąpił do Arystokracji,
I w tem bez ognia piekle bawił trzy dni”.

Parokrotnie wyszydza też absurdalny pomysł zwołania przez stronnictwo arystokratyczne Sejmu na emigracji, którego zgromadzenie odbyło się w grudniu 1840 roku przynosząc haniebną klęskę Hotelowi Lambert:

„I w zmartwychwstanie Sejmu przed Herodem
Obieranego, co jest bardzo śmiesznem
Ciałem i będzie najlepszym dowodem
Ciał zmartwychwstania, fenomenem wskrzesznym,
Na końcu dodam, o przyszłość bezpieczny,
Że w tego sejmu, wierzę żywot wieczny”.

Równie krytycznie odniósł się Słowacki do stronnictwa demokratycznego, krytykując szczególnie Mochnackiego, któremu wytyka jego chwiejność i ugodowość polityczną. W Pieśni V nasyconej sarkazmem i atakami na przeciwników politycznych odnaleźć można szczere wyznanie Słowackiego, będące odbiciem przekonań i postawy samego poety. Rozpoczyna się ono od słów:

„(…) Jednak wierzę,
Że ludy płyną jak łańcuch żurawi
W postęp… że z kości rodzą się rycerze,
Że nie śpi tyran, gdy łoże okrwawi”.

Przywołany cytat odzwierciedla najważniejsze cechy postawy ideowej poety: wiarę w postęp i lud. Znajdują się tu również aluzje do własnej twórczości m.in.: „Lilii Wenedy” czy „Kordiana”, gdzie wyraził on głęboką wiarę w przyszłe odrodzenie, którego autorem będzie właśnie naród.

„(…) Znam wasze porty i wybrzeża!
Nie pójdę z wami, waszą drogą kłamną –
Pójdę gdzie indziej! – i Lud pójdzie za mną!
(…) Kocham lud więcej niż umarłych kości…
Kocham… lecz jestem bez łez, bez litości
Dla zwyciężonych”.

W dwóch kolejnych fragmentach Słowacki podejmuje zwycięską walkę o przywództwo nad ludem – narodem. I nie jest tu istotny prymat poetycki, wodzostwo poety – wieszcza, co przywództwo ideowe, prawo prowadzenia w przyszłość. Jak mówi poeta: „Ja go powiodę, gdzie Bóg – w bezmiar – wszędzie” i „Moja chorągiew go nigdy nie zdradzi”.

Ówczesna krytyka romantyczna potępiała poezję Słowackiego, argumentując to jej nienarodowym charakterem. Żądano utworów, które wprost mówiły o kluczowych sprawach narodu, opinia czytelnicza domagała się od literatury podejmowania problematyki związanej z Polską. W zamierzeniach Słowackiego poemat o Beniowskim miał stanowić odpowiedź na owe postulaty, miał wychodzić naprzeciw zapotrzebowaniom społecznym. Pisał o tym poeta w Pieśni I poematu:

„Lecz ten poemat będzie narodowy,
Poetów wszystkich mi uczyni braćmi,
Wszystkich – oprócz tych tylko – których zaćmi”.

W tej walce Słowackiego z krytykami i miernymi literatami pojawia się szyderstwo, ironia, sarkazm i zjadliwość. W ironicznych dygresjach poeta wymienia obok Ropelewskiego, także Michała Grabowskiego, Jana Czyńskiego, Jana Nepomucena Sadowskiego. A w pewnym momencie teoretyzując uwagi na temat krytyków literackich z kręgu „Młodej Polski” mówi:

„Imię krytyki? – nie, krytyków – A! bah!
Któż z nich ma imię? Z.K., S. K., E. K…
Mówią, że Młodą Polskę pisze – baba,
Ale ja, widząc jak kąsa i szczeka,
Sądzę, że jezuita – a ma draba,
Który tłumaczy na język człowieka
Hymny, przestrogi, pacierze i lekcje
w diabelskim napisane dialekcie”.

Zwraca się także z ironicznym pytaniem:

„Czy w poemacie tym, równie szczęśliwa
Krytyka równe porobi odkrycia?”

Poeta krytykuje tak samo nijakość poezji w okresie po powstaniu listopadowym, a także wiążący się z tym niski poziom krytyki:

„Widać, że po tym deszczu w Polsce krwawym
Nowi poeci rodzą się jak grzyby,
Szkoda, że każdy jest nadzwyczaj łzawym!
I w oknie duszy ma zielone szyby!...
Każdy ma język swój, co jest kulawym.
Szkoda, że wszyscy są okuci w dyby,
A kiedy straszną opisują burzę,
To chmura piorun zostawia w cenzurze”.

Nie oszczędza również poeta wieszcza Adama, ale nawet przy najostrzejszych sądach wymierzonych w niego zachowuje swoistą wobec niego sympatię. Największe rozgoryczenie nie pozwala mimo wszystko Słowackiemu stosować przeciw Mickiewiczowi metod ataku używanych na innych przeciwnikach. Podejmuje on rzeczową, poważną dyskusję, przedstawia oraz tłumaczy jednocześnie koncepcję własnej poezji i postawy poetyckiej. I to niezwykłe zmaganie poetyckie kończy się równie niezwykle. Stoczoną walkę dwóch herosów – poetów, dwóch poetyckich Bogów, kończy istotne wyznanie Słowackiego:

„A sąd zostawię wiekom – Bądź zdrów, wieszczu!
Tobą się kończy ta pieśń, dawny Boże.
Obmyłem twój laur, w słów ognistych deszczu,
I pokazałem, że na twojej korze
Pęknięcie serca znać – a w liści dreszczu
Widać, że ci coś próchno duszy porze.
Bądź zdrów! – a tak się żegnają nie wrogi,
Lecz dwa na słońcach swych przeciwnych – Bogi”.

Ta wzniosłość i szczególny klimat polemik toczonych z Mickiewiczem powraca jeszcze w pieśni VIII, gdzie Słowacki składa hołd wielkości swego rywala i jego poezji pisząc o artyzmie „Pana Tadeusza”:

„Jednak się przed tym poematem wali
Jakaś ogromna ciemności stolica:
Coś pada… myśmy słyszeli – słuchali
To czas się cofnął – i odwrócił lica,
By spojrzeć jeszcze raz… na piękności w dali”.

Dysputa z krytykami i Mickiewiczem łączy się ściśle z dygresjami poświęconymi przez autora „Beniowskiego” własnej twórczości oraz biografii. Słowacki miał świadomość wielkości i znaczenia swojej twórczości, co wyraził właśnie w polemice z Mickiewiczem:

„(…) – przyszłość moja!
I moje będzie za grobem zwycięstwo!”.

Słowacki w swojej szczerości, a zarazem słuszności wartościowania własnej twórczości, przypomina renesansową postawę Kochanowskiego. Mówi o sobie: „(…) ja syn pieśni! Syn króleski”. A pragnąc uwierzytelnić swój pogląd i ocenę własnej twórczości poetyckiej powołuje się na największy autorytet literacki pisząc:

„I gdyby stary ów Jan Czarnoleski
Z mogiły powstał: to by ją zrozumiał,
Myśląc, że jakiś poemat niebieski,
Który mu w grobie nad lipami szumiał,
Słyszy ubrany w dawny rym królewski,
Mową, którą sam przed wiekami umiał.
Potem by, cicho mżąc, rozważał w sobie,
Że nie zapomniał mowy polskiej – w grobie”.

Kochanowski ma więc być nawet już nie obrońcą, co świadkiem koronnym twórczości Słowackiego. Sędzią ostatecznym natomiast będzie przyszłość i przyszli czytelnicy. Oni mają rozstrzygnąć, czy walka o poetycki i ideowy prymat z Mickiewiczem, toczona w poemacie zakończy się przyszłym sukcesem. Mimo wszystko, znajdujemy jednak w tekście potwierdzające obawę Słowackiego o los swojej poezji:

„O! gdyby mogły się na posąg słowa
Złożyć i stanąć pod cyprysów cieniem;
Jak marmur, który duszę w sobie chowa”.

„Beniowski” to nie tylko poemat walki, poemat o poecie i poezji, to także poemat o własnej biografii, młodości i uczuciach. To także utwór o wielkiej młodzieńczej miłości Słowackiego do Ludwiki Śniadeckiej. Poświęcone jej zostało wspomnienie w Pieśni IV, uważane za jedną z najpiękniejszych w literaturze polskiej elegii miłosnych. Rozpoczyna się ono od słów:

„Kochanko pierwszych dni! – znów, jestem twoim
Patrzał! Powracam bez serca i sławy
Jak obłąkany ptak i u nóg leżę.
O! nie lękaj się ty, że łabędź krwawy,
I na piersiach rubinowe pierze.
Jam czysty! – Głos mój śród wichru i wrzawy
Słyszałaś… w równej zawsze strojny mierze…
U ciebie jednej on się łez spodziewał,
Ty wiesz, jak muszę cierpieć – abym śpiewał”.

To wszystko nie wyczerpuje oczywiście całości zagadnień poruszonych w omawianym utworze. Przytoczone fragmenty i ich pobieżna analiza ujawnia szerokie spektrum tematyki i wieloaspektowość poematu Juliusza Słowackiego, bogactwo poruszanych zagadnień oraz intelektualną i artystyczną wszechstronność poety.

Podobne wypracowania: