Bądź na bieżąco - RSS

Charakterystyka postaci Kordiana

Kategoria: Język polski   |   Dodano: 26 lutego 2011   |   Liczba słów: 1,142

Sylwetka psychiczna i konflikty moralne głównego bohatera dramatu Juliusza Słowackiego „Kordian”.

Bohater „Kordiana”, nazwany imieniem „Człowieka – serca” uosabia najważniejsze dylematy pokolenia, które wzięło udział w powstaniu listopadowym.

Poetę interesował przede wszystkim proces psychicznego i politycznego dorastania piętnastoletniego chłopca do czynów męskich. Interesowały go wewnętrzne i zewnętrzne przyczyny, które spowodowały, że Kordian nie był w stanie tym zadaniom sprostać. Konrad w wieku młodzieńczym pragnął dokonać czegoś, co dowiodłoby jego niezwykłości:

„Trzeba mi nowych skrzydeł, nowych dróg potrzeba,
Jak Kolumb na nieznane wpływam oceany”.

Jednak wszelkie jego próby i pomysły okazują się nierealne. Ukochana Kordiana Laura lekceważy jego uczucia. Nie pojmuje jego słów, przyjmuje hołdy młodzieńca, ale nie ich konsekwencje, nie treść filozoficzną i dramat młodego serca. Jednocześnie jest on dla niej dzieckiem, które należy obdarzać macierzyńską czułością, ale które trudno traktować poważnie. U boku takiej partnerki pogłębia się osamotnienie bohatera, co wraz z nieodwzajemnionymi uczuciami staje się główną przyczyną samobójczych planów. To okazuje się nie być jedyny powód. Kordian pragnie nadać życiu sens przez miłość, filozofię, szuka sposobu na pozostawienie po sobie śladu po śmierci:

„To dziwne, że jak człowiek tonący w rozbiciu,
Chwytam się każdej słomki… szukam przeżyć siebie…”

Bohater chciałby również włączyć się czynnie w nurt historycznych wydarzeń, ale powtórzenie czynów żołnierskich usłyszanych z ust Grzegorza okazuje się w zmienionej sytuacji narodowej niemożliwe. Tak więc wyobraźnia roztacza przed nim wizje przyszłej klęski. W rezultacie zaczyna on zdawać sobie sprawę z rozbieżności między własnymi pragnieniami a rzeczywistością. To wszystko hamuje jego działania i rodzi poczucie bezsilności wobec świata:

„Gdzie ludzie oddychają, ja oddech utracam (…)
Jam bezsilny! Nie mogę jak Edyp zabójca
Rozwiązać wszystkich sfinksów zagadki na świecie”.

Kordian przeżywa więc ból istnienia, wyobcowania i braku możliwości działania. Popycha to go do samobójstwa, ale z braku silnej woli nie potrafił on skutecznie go popełnić. Trawi go romantyczna ”choroba wieku”.

W akcie drugim przed Kordianem otwiera się kolejny rozdział poszukiwań, czyli podróże. Jego wojaże po Europie to czas dojrzewania duchowego, starcia młodzieńczych ideałów z rzeczywistością.

Kordian udaje się najpierw do Anglii, gdzie składa wizytę w James Park i w Dover. Przekonuje się tu o wszechwładzy pieniądza, dzięki któremu można sobie kupić wszystko. Podczas lektury szekspirowskiego „Króla Leara” bohater uświadamia sobie, że między wyobraźnią oraz fikcją literacką a realnym światem istnieje nieprzekraczalna granica:

„Próżno myśl genijuszu świat cały pozłaca,
Na każdym szczeblu życia rzeczywistość czeka,
Prawdziwie jam podobny do tego człowieka
Co zbiera chwast po skałach życia – Ciężka praca!...”

Kolejnym etapem podróży Kordiana są Włochy, gdzie spotyka on piękną Wiolettę. Wystawia ją na próbę, w której wychodzi na jaw jej przywiązanie do pieniędzy i wygód. Dzięki temu przekonuje się, że prawdziwa miłość nie istnieje: „Przegrałeś moje serce razem z klejnotami!!”

Następnie bohater udaje się do Watykanu, gdzie przynosi papieżowi relikwie z prośbą o błogosławieństwo. Papież nie zgadza się. Rodzaj prośby sprawił, że jej odrzucenie kompromitowało papieża nie tylko jako polityka, ale zwłaszcza jako chrześcijanina:

„(…) Jutro z majestatu
Dam wielkie pożegnanie Rzymowi i światu,
Ujrzysz, jak całe ludy korne krzyżem leżą;
Niech się Polaki modlą, czczą cara i wierzą…
(…) No to mój synu, idź z Bogiem, a niechaj wasz naród,
Wygubi w sobie ogniów jakobińskich zaród,
Niech się weźmie psałterza i radeł i sochy…
(…) Na pobitych Polaków pierwszy klątwę rzucę”.

W wypowiedzi tej wyraźnie zarysowany jest fakt przewagi polityki nad religią – papież zaleca Polakom posłuszeństwo wobec władcy oraz stłumienie rewolucyjnych myśli. Scena watykańska miała zatem w intencji poety wskazać na sprzeniewierzenie się Kościoła tradycjom związków łączących Watykan z Polską. Jej epilog wskazywał na bezskuteczność idei męczeństwa w świecie cynicznych politycznych gier. Doświadczenia zdobyte w czasie podróży wskazują, że światem rządzi pieniądz i egoistyczne racje polityczne.

W ostatniej scenie na Mont Blanc bohater wygłasza monolog, wielką improwizację stanowiącą podsumowanie jego duchowych i moralnych doświadczeń wyniesionych z wędrówki po Europie. Po raz drugi bohater przeżywa świadomość totalnej klęski:

„Uczucia po światowych opadały drogach…
Gorzkie pocałowania kobiety – kupiłem…
Wiara dziecinna padła na papieskich progach…”

Zwątpienie splata się tu z entuzjazmem, rozpacz z nadzieją. Podobnie jak Konrad z III cz. „Dziadów” bohater szuka harmonii świata, jednak natura zawodzi jego oczekiwania. Jednocześnie uświadamia on sobie, że rozwiązanie kwestii polskiej może się dokonać jedynie za cenę ogromnego wysiłku duchowego i ofiary z życia. W polskiej i szwajcarskiej tradycji narodowej Kordian odnalazł ideę wyznaczającą Polsce miejsce w świecie:

„Polska Winkelriedem narodów!
Poświęci się, choć padnie jak dawniej! Jak nieraz!”

Tę ideę nowego winkelriedyzmu Kordian postanowił zrealizować w formie spisku na życie rosyjskiego cara:

„Oto pierwsze zwycięstwo… pokonam! lub zginę!...
Ha! Carze, ty nam polską ukradłeś krainę?
Za to śmierć! bo wiedziałeś kradnąc, żeś wart śmierci!”

W ten sposób bohater odnalazł własne ideały w patriotycznej działalności żołniersko – politycznej. Jednak podczas spotkania spiskowców dochodzi do konfrontacji między poglądami Kordiana, a zdaniem Prezesa, który chce ostudzić zapał młodych. Według niego tradycja i religia nie pozwalają Polakowi na mord królobójczy. Zdanie Prezesa popiera ksiądz:

„(…) Sam Bóg nie pozwoli,
Aby zbrodnia w kościelnym rozwinięta domu,
Miała ogień błyskawic ze skrzydłami gromu.”

Poglądom Prezesa i Księdza Kordian przeciwstawia inne pojęcie grzechu. Grzechem na sumieniu narodu ma być pokorne znoszenie carskiego panowania:

„(…) Przysięgam, że wiara
Mówi wam: wy jesteście krainy sumienie,
Zburzcie się – i z dusz waszych odrzućcie grzech cara.”

Kordian rzucając oskarżenia na koronowane głowy władców, potępiając ostatniego króla Polski za współpracę z carową, podważał wartość tradycji, za którą opowiadał się Prezes. Na jej miejsce proponował hasło krwawego porachunku z carem – zaborcą:

„A wstalibyście wszyscy jak groby otwarte,
Rzucające mścicieli (…)”

Jednak tylko czterej inni spiskowcy opowiadają się za dokonaniem zamachu. Kordian postanawia więc poświęcić dla dobra ojczyzny i rodaków swoje własne życie:

„We mnie wszystka nadzieja upada i znika;
Boście z tłumu wysiani jak największe ziarno,
A tak mali jesteście… idźcie! gardzę wami!
Kto nie śmiał się poświęcić, może zdradę knuje?
Więc na znak wzgardy, ludziom okrytym maskami
Rzucam pod nogi życie moje… i daruję…”

Wypowiedź ta dowodzi niedojrzałości moralnej, politycznej i psychicznej założonego przez Kordiana spisku. Spiskowcy przerazili się celu, który sami sobie wyznaczyli. Osamotniony bohater uświadomił sobie w końcu, że i on także nie ma dość siły, aby zabić cara. Jego poetycka wyobraźnia oraz wrażliwa psychika wywołały halucynacje, które sparaliżowały sprawne działanie. Obraz wędrówki Kordiana ku sypialni cara jest długą, wewnętrzną walką młodzieńca z samym sobą. Nie znalazł on wystarczającej motywacji do wykonania czynu, podobnie jak inni spiskowcy, pozostał wierny tradycyjnej etyce rycerskiej, która wykluczała działanie podstępne, uległ narodowej tradycji, nakazującej cześć dla najwyższego zwierzchnika państwa. Te wartości etyczne okazały się silniejsze niż historyczna konieczność bezwzględnej walki z władcą - uzurpatorem. Kordian nie może więc sprostać własnym zamierzeniom. W szpitalu wariatów uświadamia sobie, że jego idea winkelriedyzmu okazała się w swojej istocie podobna do pomysłów ludzi psychicznie chorych. W ich urojeniach bohater dostrzegł bowiem parodię własnych usiłowań. Odegranie roli analogicznej do mickiewiczowskiego Konrada okazało się niemożliwe.

Tragizm Kordiana polega na tym, że otacza go społeczeństwo obojętne, działa on wśród przywódców znużonych. Jednostki pozbawione silnej woli, determinacji, ulegające poetyckiej wyobraźni nie mogły skutecznie podjąć walki o niepodległość, nie mogły też przeprowadzić antymonarchistycznej rewolucji. Nie były w stanie wykonać zadania, które postawiła przed nimi historia. Kordian przekonuje więc czytelników swoją czystością intencji, wielkością patriotycznego poświęcenia, prawdą wewnętrznych zmagań z samym sobą i z własnymi słabościami. Reprezentuje znakomicie sytuację i konflikty wewnętrzne pierwszego pokolenia Polaków, które musiało zamienić rycerski miecz na sztylet spiskowca.

Podobne wypracowania: