Bądź na bieżąco - RSS

Adam Mickiewicz – „Do samotności” – analiza i interpretacja dzieła literackiego

Kategoria: Język polski   |   Dodano: 24 stycznia 2011   |   Liczba słów: 716

Mickiewicz rozpoczyna swój liryk od apostrofy do tytułowej samotności, którą utożsamia z wodą, życiodajnym źródłem energii. Owe sprowadzenie nienamacalnego, abstrakcyjnego pojęcia do sfery zmysłowej percepcji jest ciekawym sposobem na przedstawienie „nieprzedstawialnego” – stanu emocjonalnego podmiotu lirycznego. Tym stanem jest niezaprzeczalnie samotność, trudniejszy do sprecyzowania jest natomiast stosunek podmiotu do swej kondycji. Czy jest to predylekcja, czy może abominacja, a może jedno i drugie w zakamuflowanej formie ambiwalencji?

Utwór powstał wiosną 1832 roku. Data roczna może być w pewnym sensie kluczem do prawidłowego odczytania intencji autora, albo chociaż próbą odnalezienia dzięki niej odpowiedzi na problem zachodzącej w wierszu dysharmonii pomiędzy optymistyczną grą słów i skojarzeń w strofach pierwszej oraz drugiej, a smutną, gorzką konstatacją w trzeciej oraz przede wszystkim w czwartej, mającej charakter podsumowania zachodzących w życiu paradoksów egzystencjalnych. Ale nie wyprzedzajmy faktów.

Rok 1832 jest rokiem urodzajnym w twórczości Adama Mickiewicza. Powstają wówczas takie dzieła jak III część „Dziadów”, czy chociażby „Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego”. W takim kontekście można uznać liryk „Do samotności” jako studium indywidualizmu romantycznego i aktu tworzenia. Jeśli jednak zanurzymy się w głębię treści wyżej wymienionych utworów zauważymy, iż traktują one samotność jako destrukcyjną siłę wyniszczającą człowieka, jako stan odgórnie narzucony. Jest to bowiem rok po upadku powstania listopadowego, liczne represje i przymusowe opuszczanie ojczyzny, świadome wybieranie samotności. Taką samotność odczuwała cała ówczesna polska Emigracja, w tym także autor omawianego wiersza. Nie będę ukrywał, że podążanie tym właśnie tokiem rozumowania i odczytywanie utworu w oparciu o koncepcję „wygnańca” jest wielce ryzykowne, bo łatwe do obalenia, i to już pierwszymi wersami liryku. Czytamy tu bowiem następujące słowa:

Samotności! do ciebie biegnę jak do wody
Z codziennych życia upałów;

Samotność jest tu przedstawiona w zupełnie innej warstwie semantycznej, pojmowana jako pewna ostoja, spokój, porzucenie gwaru dnia codziennego na rzecz wewnętrznego wyciszenia. Ważny podkreślenia jest sposób ukazania owego, pożądanego przez podmiot liryczny, stanu. Samotność to bowiem „jasne, czyste chłody (...) niezgłębionych kryształów”. Opis taki wysuwa na plan pierwszy skojarzenia termiczne oraz estetyczne. Kryształ zawsze wzbudza u oglądającego podziw tajemniczości, nieskazitelności, ale również może napawać obawą jednoczesny jego wewnętrzny chłód, który utwierdza w przekonaniu o niemożności obcowania w takiej hermetycznej formie. Jest to jednak dla podmiotu lirycznego sposób na chwilowe odegnanie „gorączki” codzienności, chwilowe przywrócenie idealnych warunków do optymalnej pracy intelektu. Mówi o tym poeta:

Nurzam się i wybijam w myślach nad myślami,
Igram z nimi jak z falami.

Jest to jednakże tylko chwilowa moc, która szybko przemija wraz z utratą ciepłoty ciała. Mickiewicz ukazuje tutaj analogie pomiędzy powolną, bezbolesną śmiercią w wyniku ochłodzenia organizmu, a zejściem w objęciach Morfeusza do innej sfery umysłowej aktywności – „w sen głęboki”.

Strofa trzecia wprowadza pewną dysharmonię, psuje ład jaki charakteryzował dwie poprzednie. Podmiot liryczny utożsamia tutaj swoją wenę twórczą z samotnością słowami: „Tyś mój żywioł”, po których zrzuca zasłonę ułudy ukazując prawdziwą istotę owego stanu emocjonalnego. Warto jednak zatrzymać się w tym miejscu na kilka chwil, aby przeanalizować ów fragment pod względem spójności myślowej ze strofami poprzednimi. Albowiem można słowa „ach za cóż te jasnych wód szyby | Studzą mi serce, zmysły zaciemiają mrokiem” odnieść zarazem do samotności, jaki i „snu głębokiego”. W zależności od tego, którą opcję obierzemy, zmieni się nam wymowa i sens końcowego dystychu. Prawdę mówiąc opowiedzenie się za tą drugą możliwością wypaczy ideę utworu, gdyż postawi samotność w neutralnej pozycji. Byłaby to jawna i świadoma „nadinterpretacja”, gdyż należy mieć tu na uwadze całokształt dzieła i koncept autora, zgodnie z którym samotność jawi się nam jako woda i wiążące się z nią zjawiska. Antylogie obrazów z przytoczonych już wersów, owe „jasnych wód szyby, zmysły zaciemiające mrokiem” to nic innego jak romantyczne rozdarcie istoty ludzkiej między światami, niemożność przebywania w jednym raz obranym, posługując się terminem zaczerpniętym z owego liryku, żywiole:

I bez oddechu w górze, bez ciepła na dole,
Równie jestem wygnańcem w oboim żywiole.

Przyrównanie podmiotu lirycznego do ptaka-ryby, symbolu wewnętrznego rozdarcia romantycznego, to kolejna próba namacalnego przedstawiania nurtujących autora problemów w formie znanych z życia obrazów. Niemożność dłuższego przebywania w tłumie, jaki i w odosobnieniu na wzór analogicznych niemocy ryb latających to specyficzny rodzaj wewnętrznego imperatywu ciągłej życiowej aktywności, sposób na zapobieżenie szeroko rozumianej stagnacji.

Wyłożone w szkicu drogi interpretacyjne mają za zadanie ukazanie pewnych niuansów i problemów nurtujących twórców dzieł w okresie międzypowstaniowym. Jest to również próba przedstawienia meandrów myślowych autora niniejszej pracy oraz dróg obieranych podczas analizy owego liryku z jednoczesnym ich negowaniem za sprawą logicznie przeprowadzonej eliminacji idei wybiegających poza sens utworu.

Podobne wypracowania: