Bądź na bieżąco - RSS

“Książeczka o człowieku” Romana Ingardena opracowanie

Kategoria: Filozofia   |   Dodano: 23 stycznia 2011   |   Liczba słów: 2,882

Istota człowieka według Romana Ingardena na podstawie „Książeczki o człowieku”.

Na tomik „Książeczka o człowieku” składają się cztery krótkie szkice, odczyty wcześniej nie drukowane, bądź drukowane w publikacjach nie stałych, a także dłuższa rozprawa „O odpowiedzialności i jej podstawach ontycznych”. Te krótsze teksty to: „Człowiek i przyroda”, „O naturze ludzkiej”, „Człowiek i jego rzeczywistość” oraz „Człowiek i czas”. Zbiór ten, zgodnie z intencją autora, dzięki odpowiedniemu układowi zawartych w nim studiów, stopniowo wprowadzić może nawet kogoś całkiem nie obeznanego z dziedziną filozofii w krąg najpoważniejszych i najtrudniejszych jej zagadnień. Istota człowieka objawia nam się najpełniej w zestawieniu i skontrastowaniu jej z przyrodą oraz czasem. To pierwsze w chronologii książeczki zagadnienie podjęte przez autora, zdaje się wyjaśniać w sposób najprostszy ogół zagadnień związanych z egzystencją człowieka w świecie.

Człowiek transcenduje Przyrodę i siłą swej istoty „wytwarza świat, który mimo swej stale utrzymującej się zasadniczej postaci przybiera niezliczone, wciąż nowe oblicza historyczne”. Aktywność człowieka wyraża się jako: poznawanie tego, co prawdziwe, czynienie Dobra i kształtowanie Piękna. Przyroda istnieje przed wszelką działalnością człowieka i zmienia się na ogół niezależnie od działania i istnienia człowieka. Ona jest także ostateczną podstawą jego bytu, jak też istnienia jego dzieł. Wobec przyrody człowiek miewa dwa skrajne uczucia. Z jednej strony czuje się wyobcowany widząc co dzieje się w Przyrodzie niezależnie od niego, będąc jak mu się wydaje zupełnie pozbawionym jej pomocy. Z drugiej zaś strony czuje się w swojej istocie czymś wyższym od Przyrody, co nie pozwala mu się z Nią utożsamić i żyć szczęśliwie w jej obrębie. Nie chce uwierzyć, że stanowi człon pierwotnej Natury, że jest zwierzęciem, że nie jest wcale czymś lepszym od zwierząt. Oderwanie od tego daje mu np. wiara, iż jego dusza jest nieśmiertelna. Gdy zostaje w jakiś sposób sprowadzony do poziomu zwierzęcia, czuje się nieszczęśliwy i tworzy sobie nowy świat, nową rzeczywistość w sobie samym. Tworzy świat kultury i nadaje sobie aspekt społeczeństwa. Człowiek potrafi zmieniać i ujarzmiać Przyrodę, nadając jej sens, którego nie posiada. Tworzy dzieła sztuki, stwarza naukę, filozofię, religię, a także historię samego siebie i ludzkości. Wytwarza rodzinę, a co za tym idzie także narody i państwa. Jego życie zaczyna mieć jakieś zadanie, cel, sens i znaczenie, którego nie miało w swojej pierwotnej Naturze. Życie to staje się odpowiedzialne. Żyje więc w świecie odmiennym od Natury i prawie całkiem zapomina, że u podłoża całej tej nowej rzeczywistości leży właśnie Natura. „Jest przeto gotów poświęcić się swe życie i nawet samo swe istnienie dla realizowania ideałów w poczuciu pełnej odpowiedzialności wobec Boga. Zapomina, że jego byt i jego życie zależy od tego, co się dzieje w Przyrodzie, i myśli, że może przewyższyć i zwyciężyć samą naturę”. „Twory kultury wytworzone przez człowieka nie stanowią niczego więcej jak tylko pewnego rodzaju cień rzeczywistości, będąc jedynie tworami czysto intencjonalnymi. Noszą na sobie tylko pozór istnienia, który charakteryzuje wszelkie duchowe dzieła człowieka, jak dzieła sztuki lub rozmaite inne wytwory kultury ludzkiej”. Człowiek istnieje więc na granicy dwóch istot, z których jedna zdaje się potwierdzać jego człowieczeństwo, druga natomiast pochodzi z jego zwierzęcości, warunkując tamtą. „Człowiek jest przeto zmuszony do życia na podłożu Przyrody i w jej obrębie, lecz dzięki swej szczególnej istocie musi przekraczać jej granice, ale nigdy nie może w pełni zaspokoić swej wewnętrznej potrzeby bycia człowiekiem”. Na tym polega tragizm człowieka. Natura ludzka polega na nieustannym wysiłku przekraczania granic zwierzęcości tkwiącej w człowieku i wyrastania ponad nią człowieczeństwem i rolą człowieka jako twórcy wartości. Bez tej misji i bez wysiłku wyrastania ponad samego siebie człowiek zapada z powrotem i bez ratunku w swoją czystą zwierzęcość, która stanowi jego śmierć.

Niełatwo jest określić naturę człowieka, gdyż wykracza on poza nadawane mu ramy poprzez np. swoje czyny, różnorodność charakteru czy przez nie dającą się wyczerpać nowość swych dzieł. W większości ludzkich czynów indywidualnych, społecznych czy narodowych dominuje egoizm. „Człowiek może dokonywać czynów straszliwych, okrutnych i „nieludzkich”, lecz zarazem jest jedynym stworzeniem, które czuje się upokorzone przez swe złe czyny i stara się odpokutować za swoje winy. (...) jest jedynym stworzeniem, dla którego istnieje honor i poniżenie tego honoru”. Jest też jedynym stworzeniem, które obok rzeczy pożytecznych wytwarza także dzieła i sytuacje pod żadnym względem nie pożyteczne. „A tworzy je tylko dla ich piękna i dla wzbogacenia przez ich istnienie świata specyficznie ludzkiego”. Człowiek doznaje także potrzeby posiadania i poznawania pewnych wartości, tudzież ich realizowania, co go uszczęśliwia. Tych wartości nie znajduje po prostu w przyrodzie, w świecie materialnym. Ukazują się one w świecie kultury ludzkiej. „Odradzamy się i przetwarzamy przez sam nasz wysiłek pozostawania w służbie realizacji wartości. Wzbogacamy samych siebie oddając nasze najlepsze siły na wytwarzanie rzeczywistości człowieka w ogóle”. Siła twórcza człowieka jest jednak ograniczona i nie pozwala stworzyć dzieł autonomicznych w swoim istnieniu i niezależnych od naszej świadomości. „Jest zbyt słaba, żeby rzeczywiście przetworzyć pierwotną naturę w rzeczywistość człowieka”.

Człowiek odróżnia się od zwierząt tym, że opanowuje przyrodę „w granicach bez porównania szerszych, niż to jest dostępne dla zwierząt, a nawet ją przekształca i przystosowuje do swych potrzeb i wymogów, (...) wytwarza sobie pewną zupełnie nową rzeczywistość. Człowiek uprawia ziemię, hoduje rośliny, buduje domy, drogi itp. co na swój sposób robią także i zwierzęta. Ale człowiek tworzy także dzieła sztuki, teorie naukowe, języki, państwa, instytucje publiczne, systemy prawne, pieniądz itp. Znaczący na ten stan rzeczy ma fakt opanowania przyrody i zwycięstwa nad zwierzętami. W walce tej ważne było przede wszystkim wytworzenie narzędzi. Nie odgrywa przy tym większej roli, czy te wytwory działalności ludzkiej są wszystkie w tym samym sensie „rzeczywiste”, co otaczający nas świat „przyrody”. Autor daje w tym miejscu rozważań znaczący przykład: „Wyobraźmy sobie bowiem, że z tego świata nagle znikły wszystkie dzieła sztuki, wszystkie teorie naukowe i filozoficzne, wszystkie państwa, instytucje publiczne i prywatne itd. i że zarazem nie moglibyśmy się dowiedzieć o tym, co było niegdyś w naszym własnym życiu i w życiu pokoleń i narodów, które już przeszło. Czy to, co by pozostało, byłoby dla nas istotnie tym światem, w którym faktyczne żyjemy? Czy nie byłoby czymś niesłychanie uboższym? I czy my sami nie musielibyśmy się zmienić, ba – wynaturzyć w pewnym stopniu, żeby w tym zubożonym świecie móc żyć i żeby w nim tak żyć, iżbyśmy po pewnym czasie znowu nie wytworzyli jakichś nowych dzieł sztuki, nowych nauk, nowych państw itp.” Tak na marginesie, jest to sytuacja skrajna, którą w pewnym sensie opowiada i kwituje film: „Equilibrium” [USA/2002]. Oczywiście dzieło mało ambitne, ale warto zobaczyć ze względu na sposób ukazania „wynaturzonego” świata. Jak się więc okazuje natury ludzkiej zmienić nie można i stale powracać ona będzie do „starego” porządku.

Faktem jest, że wytworzone przez ludzi dziedziny sztuki, nauki, techniki, prawa, stworzona przez nas rzeczywistość dziejowa taką wagę w naszym życiu posiada i tak wpływa na jego przebieg, że „obcując z całą tą, jak niektórzy chcą, quasi-rzeczywistością, sami pod jej wpływem zmieniamy się, jesteśmy przez nią kształtowani, nabieramy nowych cech charakteru, nowych upodobań lub wstrętów, nowych namiętności i ukochań. Od dzieciństwa wrastamy w pewien zastany przez nas świat wytworów ducha ludzkiego. Nim ten świat zaczniemy przetwarzać i dorzucać do niego nowe dzieła, on nas otacza i wpływa na nas”. Ludzie zmieniają się cieleśnie i duchowo pod wpływem wytworzonego przez nich świata swoich dzieł. Przez to, że człowiek wytwarza rzeczywistość, która „ujawnia lub ucieleśnia w sobie wartości dobra, piękna, prawdziwości i prawa”, przez to, że pozostaje w swoim życiu na stanowisku realizowania wartości w rzeczywistości przez siebie wytwarzanej, dopiero w ten sposób osiąga swoje właściwe człowieczeństwo. Kolejnym zagadnieniem związanym z istotą człowieka jest czas. Wszyscy żyjemy w czasie, istnieją jednakże dwa sposoby jego doświadczania. „W jednym z nich wydaje się, że to co „naprawdę” istnieje, to my sami, natomiast czas to jedynie coś pochodnego i tylko zjawiskowego; w drugim zaś przeciwnie, czas i dokonujące się w nim przemiany stanowią jedyną rzeczywistość, my natomiast jakbyśmy zupełnie ulegali unicestwieniu w tych przemianach. W najlepszym wypadku utrzymujemy się w bycie jako czyste zjawisko, jako pewnego rodzaju fantom wytworzony przez przemiany zachodzące w teraźniejszości.” Człowiek jest więc trwałym bytem, natomiast jego przeżycia są tylko przejściowymi uzewnętrznieniami, człowiek sam stanowi źródło i ostateczne podłoże przeżyć, jest w stosunku do nich transcendentny. To właśnie co wobec nich jest transcendentne, stanowi rzeczywisty, „prawdziwy” byt człowieka. W ścisłym związku z tym stoi pewien specjalny typ doświadczenia czasu. „Czując się wciąż tym samym człowiekiem, czuję się zarazem w najgłębszej mej istocie niezależny od czasu, nie czuję się przez jego upływ zagrożony, jak gdybym nie „przyjmował do wiadomości” czasu i nieustannego przemijania wszelkiej rzeczywistości. (...) Ja jednak, który nie jestem dzianiem się, lecz czymś istniejącym, pozostaję w czasie.” Z takiego doświadczenia czasu płynie też stosunek do niego człowieka, który czuje się w pewnym sensie panem wobec niego, przezwycięża go. „Przede wszystkim o tyle, że to, co minione, co wszak niegdyś istotnie się dokonało, nie wydaje się całkiem dla mnie umarłe, nie jest dla mnie całkiem unicestwione”. Człowiek żyje więc pod pewnym ciężarem przeszłości. „Klątwa przeszłości, klątwa mych win, dawno dokonanych i minionych, jednak do dziś określających tok mego życia”. Staje się to czynnikiem wpływającym na życie człowieka, na jego aktualny stan, plany i decyzje, a nawet jego samego. „Przezwyciężam więc czas przez to, że żyję w sposób naturalny i pierwotny tak, iż nie czuję się ograniczony przez granice teraźniejszości, że je stale przekraczam”. Istnieje jednak drugi sposób doświadczania czasu, gdy człowiek uświadamia sobie niszczycielską dla jego istnienia rolę czasu a jako osoba jest przekonany, że sam dopiero „konstytuuje się w różnorodnych przeżyciowych perspektywach czasowych”. Wszystko, co rzeczywiste, skoro tylko jest, może w każdej chwili przestać istnieć, ponieważ istnienie tego, co rzeczywiste, nie płynie z jego istoty i nie jest konieczne. Wówczas okazuje się, że nie my jesteśmy panami czasu, lecz że czas włada nad nami. „Ostatecznie nie ma żadnego znaczenia, co my robimy i jak staramy się siebie ukształtować – czas upływa, a my starzejemy się w nim i przemijamy, wydani bez ratunku jego upływowi”. Autor zadaje pytanie: czy w tym nieustannym upływie czasu, możemy być czymś co trwale istnieje? Odpowiada natomiast, iż to czym jest w danej chwili człowiek to wszystko czym był wcześniej i co na niego oddziaływało. „Ja, którym byłem niegdyś i o którym wierzę, że jeszcze nim jestem, przybiera postać zawisłą od zawartości mego każdorazowego „teraz” i odpowiednio do niej dostosowaną”. Na koniec rozważań o czasie warto także wspomnieć o tym w jaki sposób ludzie próbują się utrwalić, a tym samym w pewnym sensie wygrać z upływającym czasem. „Niekiedy człowiek zagubiony w czasie stara się siebie utrwalić przez to, że usiłuje zamknąć siebie w swym dziele. Ulega złudnemu przeświadczeniu, zrodzonemu z tęsknoty za bytem trwałym, że jedynie on sam, na granicy dwu niebytów zawieszony, przemija i nie może naprawdę być, że natomiast świat go otaczający jest czasowi niepodległy, trwa, istnieje. Stara się tedy dzieło swoje – dzieło sztuki, nauki czy techniki – umieścić w tym rzekomo od czasu niezależnym świecie i w nim zawrzeć siebie lub to, co w sobie uważa za najlepsze: myśl swą najgłębszą, swe najczystsze uczucie, swoje ideały”. W ten sposób Ingarden udowadnia, że istnieją dwa różne doświadczenia czasu i że zachodzi ścisły związek między nimi a zagadnieniem istoty i istnienia naszej osobowości. W katalogu zagadnień dotyczących człowieka poruszanych przez autora należy poruszyć następnie temat odpowiedzialności i to nie tylko tej powstającej w dziedzinie moralnej. Rozróżnia się cztery rozmaite sytuacje, w których występuje fenomen odpowiedzialności:

1. Ktoś ponosi odpowiedzialność za coś.

2. Ktoś bierze odpowiedzialność za coś.

3. Ktoś jest za coś pociągany do odpowiedzialności.

4. Ktoś działa odpowiedzialnie.

Między nimi występują pewne związki sensowe. „Można być odpowiedzialnym, a nie zostać pociągniętym do odpowiedzialności i również nie podjąć jej. I odwrotnie, można być za coś pociągniętym do odpowiedzialności, nie będąc za to faktycznie odpowiedzialnym. Można też faktycznie brać za coś odpowiedzialność, przy czym nie jest się rzeczywiście za to odpowiedzialnym. Skoro jest się za coś odpowiedzialnym, powinno się również wziąć za to odpowiedzialność i zostać pociągniętym do odpowiedzialności”.

Ponoszenie odpowiedzialności za coś różni się od pozostałych sytuacji odpowiedzialności tym, że jest ono „stanem faktycznym pasywnie znoszonym przez sprawcę”. Jako sprawca rzeczywiście ponoszący odpowiedzialność wchodzi w rachubę tylko człowiek, który w momencie działania jest tego świadomy. To, za co sprawca jest odpowiedzialny, jest dwojakiego rodzaju: „jest to jakieś zachowanie się lub to co ono wywołuje, a zwłaszcza realizuje, tzn. jego wynik”. Dokonane działanie i jego wynik wchodzą w rachubę przy powstaniu określonej odpowiedzialności sprawcy dopiero wtedy, gdy są nosicielami jakiejś pozytywnej albo negatywnej wartości. Sprawca jest odpowiedzialny za spełniony przez siebie czyn i jego wynik wtedy i tylko wtedy, gdy jest to jego własny czyn. Jednocześnie zauważyć trzeba, iż czyny człowieka muszą być na swój sposób wywołane przyczynowo. „Zależnie od sytuacji życiowej i od rozwoju osoby rozszerza się lub zacieśnia sfera „własnych” aktów i działań”. Także odpowiedzialność wspólnoty jest w pewnym sensie podzielona na poszczególnych jej członków, którzy „w swoim własnym zakresie są tylko „współodpowiedzialni”.” Kiedy wszystko jest wymuszone i w niczym nie przyzwolone, wtedy dopiero zachowanie człowieka nie jest jego własnym czynem. Gdzie wszystko jest wymuszone znika też odpowiedzialność danego człowieka.

Czasem sprawca bierze także odpowiedzialność za swój czyn i jego wynik, co oznacza przede wszystkim, iż uznaje on obciążenie samego siebie przez swoje przewinienie. Odpowiedzialne działanie natomiast „przyjmuje szczególną postać i grozi tym bardziej ciążącą odpowiedzialnością, gdy działający zmierza do zrealizowania wartości zwalczanej przez innych ludzi i uważanej za zło albo gdy obowiązująca sytuacja prawna zakazuje realizacji tej wartości. (...) W tych rozmaitych rodzajach odpowiedzialnego działania okazuje się, że działający musi być w szczególny sposób uposażony zarówno w swojej ontycznej strukturze kategorialnej, jak w swoich rysach charakteru. Nie tylko tedy sama odpowiedzialność, lecz także tak czy inaczej przebiegające odpowiedzialne działanie musi posiadać określone fundamenty ontyczne, aby mogło się ono w ogóle dokonać”. Ponad wszystkimi wartościami i ich związkami bytowymi i związkami określania stoi wartość sprawiedliwości. Może ona być zrealizowana dzięki spełnieniu wymagań, które stawia sprawcy ponoszona przez niego odpowiedzialność. „Gdyby nie istniały żadne wartości pozytywne i negatywne oraz zachodzące między nimi związki bytowe i związki określania, wtedy w ogóle nie mogłaby istnieć żadna prawdziwa odpowiedzialność, a także żadne spełnienie postawionych przez nią wymagań”. Jeśli chce się utrzymać sens i wartość bycia odpowiedzialnym, wówczas trzeba porzucić nie tylko ogólną subiektywistyczną, lecz także jednostronnie utylitarystyczną teorię wartości, ponieważ to, co dla jednego człowieka przedstawia korzyść, a więc jakąś wartość, nie musi być również pożyteczne i wartościowe dla innego człowieka. W spełnieniu czynu prowadzącego do zrealizowania wartości pozytywnej lub negatywnej stajemy się za niego odpowiedzialni. „Pozostajemy jednak za niego odpowiedzialni także po jego spełnieniu, przynajmniej dopóty, dopóki nie odciążymy się czy oswobodzimy od niego. Równie długo można być też pociąganym do odpowiedzialności. Po odciążeniu ponoszenie odpowiedzialności wygasa, a pociąganie do odpowiedzialności traci swój sens i byłoby wtedy niesłuszne. Odpowiedzialność, która by istniała tylko w chwili dokonania czynu, byłaby bezsensowna”.

Przy rozważaniu tak ponoszenia, jak wzięcia na siebie odpowiedzialności nie można ograniczyć się do czystego „ja” i czystych przeżyć. Jeśli uważa się człowieka, a w szczególności jego duszę i jego osobę, za realny trwający w czasie przedmiot, który ma specjalną, charakterystyczną formę, jest możliwe spełnienie postulatów odpowiedzialności. Sprawca jako działająca osoba musi jeszcze posiadać szczególną formę, która mu umożliwia działanie w świecie realnym i specyficzne sposoby postępowania przy ponoszeniu i braniu odpowiedzialności. Osoba, która ma ponosić odpowiedzialność za swój czyn, musi, wg autora, być wolna w swoich decyzjach i czynach. Co, zgodnie z tym co napisałem wcześniej, oznacza po prostu „odpowiedni sposób jej postępowania tworzący jej własny czyn. Aczkolwiek to oznacza znowu, że czyn wynika z inicjatywy osoby i w momencie podjęcia go oraz w trakcie spełniania jest niezależny przynajmniej od tych stanów faktycznych bezpośrednio ją otaczającej i różnej od niej sytuacji świata, które w zasadzie mogłyby wywierać pewien wpływ na decyzję osoby i na realizację czynu”. Ważne jest także, że działająca osoba (pewna całość tworząca jedność wraz z ciałem) musi „tworzyć system względnie izolowany, i to system całkiem szczególnego rodzaju, który nie jest możliwy u rzeczy martwych, a który także nie u wszystkich istot żywych może się zrealizować”. Autor nakreśla nam również schemat budowy ciała ludzkiego składającego się z systemów izolowanych. Najważniejszy z nich jest system informacji zawarty w mózgu oraz podsystem nazwany „bramą świadomości”, który uwalnia strumień świadomości zawierający przeżycia odnoszące się do faktów teraźniejszych, przeszłych i przyszłych. Dzięki całemu temu systemowi informacji, a zwłaszcza wspomnianej „bramie świadomości”, „konstytuuje się w swoich elementach strumień świadomości, jako całkiem szczególny czynnik w istocie człowieka, który wraz ze swoimi częściami składowymi i funkcjami jest szczególnie ściśle włączony w system ciała”. W czystej świadomości znajdują odbicie systemy względnie izolowane w ciele człowieka oraz system duszy, tak więc człowiek jako istota cielesno-duchowa wydaje się systemem wyższego stopnia. Koncepcja człowieka jako względnie izolowanego systemu zbudowanego z wielu podsystemów otwiera przez to możliwość, że człowiek realizuje własne, niezależne od świata zewnętrznego działanie, aczkolwiek działanie to jest przy tym przyczynowo uwarunkowane w samym człowieku. „Zarówno sfery, jak okresy czasu, w których to zachodzi, nie zależą jedynie od ogólnej systemowej struktury człowieka, lecz również od każdorazowej indywidualnej historii danego człowieka i od okoliczności, w których on się chwilowo znajduje w świecie”.

W ten sposób naświetliłem, mam nadzieję, że w sposób wystarczający, problemy poruszane we wszystkich szkicach składających się na „Książeczkę o człowieku”. Na koniec zacytuję jeszcze jedno zdanie, które każdy, myślę, powinien wziąć sobie głęboko do serca:

Człowiek „(...) raz powstały, bez względu na to, z jakich sił i na jakim podłożu, jest siłą, która sama siebie mnoży, sama siebie buduje i sama siebie przerasta, o ile zdoła się skupić, a nie rozproszy się na drobne chwile ulegania cierpieniu lub poddawania się przyjemności”.

Podobne wypracowania: