Bądź na bieżąco - RSS

Jean Paul Sartre – Egzystencjalizm jest humanizmem streszczenie

Kategoria: Filozofia   |   Dodano: 23 stycznia 2011   |   Liczba słów: 2,392

Jean Paul Sartre (ur. 1905) rozpoczął studia filozoficzne w Ecole Normale Superieure w 1924 roku. Już w tym czasie pojawiły się podstawy jego poglądów, dobrze wiedział też, jakie książki zamierza pisać. W 1929 roku uzyskał tytuł magistra filozofii i po odbyciu obowiązkowej służby wojskowej w jednostkach meteorologicznych został nauczycielem filozofii w liceum w nadmorskim Hawrze. Uczył krótko, bo tylko dwa lata. W latach 1933-34 odbył roczny staż w Instytucie Francji, gdzie pogłębiał wiedzę dotyczącą filozofii Edmunda Husserla i Martina Heideggera, aby później wykorzystać ją we własnych pracach filozoficznych. W 1939 roku, już po wydaniu kilku prac i pierwszej powieści, trafił do obozu jenieckiego. Nawet tam nie odmówił sobie pracy literackiej – powstał zarys „biblii” francuskich egzystencjalistów, dzieła: „Byt i nicość”, „Zarys ontologii fenomenologicznej” i początek cyklu powieściowego „Drogi wolności”. W tym też okresie Sartre zafascynował się komunizmem. Ze względu na to Sartre’a często nazywa się „intelektualistą zaangażowanym”. Niektórzy do dziś nie wybaczyli mu fascynacji komunizmem, prób usprawiedliwienia wszelkiego zła, które niósł za sobą ten system totalitarny. Choć zadziwiającym jest fakt, że twórca tak bardzo zainteresowany jednostką, popierał system tak bardzo ją ograniczający, nie możemy zapomnieć, że Sartre był przede wszystkim literatem i należy oceniać jego dzieła. Dzieła, które nie niosą za sobą propagandy komunistycznej, lecz ujawniają poglądy Sartre’a i składają się na to, co później nazwano egzystencjalizmem.

Chrześcijanie zarzucali Sartre`owi nie tylko ateizm, ale także materializm, komuniści wytykali mu, że materialistą nie jest. Pierwsi winili go za to, że „arbitralnie przypisuje pierwszeństwo bytowi samemu w sobie”, drudzy oskarżali o subiektywizm; pojęcia przypadkowości, osamotnienia, lęku odstraszały zarówno jednych jak i drugich. Chcąc więc w sposób jasny i koherentny przedstawić swą filozofię, Sartre zgodził się wziąć udział w konferencji. Stwierdził jednakże już na początku, że egzystencjalizm jest doktryną przeznaczoną wyłącznie dla filozofów, choć przecież starał się przekazać ją szerokim kręgom odbiorców.

„Egzystencjalizm jest humanizmem” jest to więc zapis konferencji, która odbyła się 29 października 1945 roku w Paryżu. Tekst został opublikowany przez wydawnictwo Nagel w roku 1946.
Sartre wyjaśnia już na początku: „Mam zamiar bronić tu egzystencjalizmu przed niektórymi zarzutami skierowanymi pod jego adresem. Egzystencjalizm krytykowano przede wszystkim za to, że skłania ludzi do zasklepiania się w beznadziejnym kwietyzmie, że nie daje żadnych rozwiązań, uważa działanie na świecie za całkowicie niemożliwe i zmierza ostatecznie do filozofii kontemplacyjnej. (...) Zarzucano nam poza tym podkreślanie ludzkiej hańby, ukazywanie głównie brudu, wypaczeń, słabości, a niedocenianie piękna i radości życia, pomijanie jasnej strony natury ludzkiej.” Dalej autor wyjaśnia, iż ze strony chrześcijańskiego punktu widzenia zarzuca się jego doktrynie, że przeczy ona realności i powadze przedsięwzięć ludzkich, gdyż usuwa przykazania boskie i odwieczne wartości, pozostawiając jedynie zupełną dowolność. „Każdy może czynić, co chce, nie mając możności potępić ze swego punktu widzenia jakiegokolwiek stanowiska i jakichkolwiek czynów innych ludzi”.
Egzystencjalizm to w rozumieniu Sartre`a doktryna, która czyni życie ludzkie znośnym i która głosi, że wszelka prawda i wszelkie działanie związane jest ze środowiskiem i subiektywnością ludzką. „Odnoszę wrażenie, że mają oni pretensje do egzystencjalizmu ze względu na jego optymizm raczej niż pesymizm”.
Egzystencjalizm należy, zgodnie z intencją autora, rozumieć jako humanizm i filozofię wolności. Aby uzasadnić te treści Sartre tworzy rozróżnienie między dwoma znaczeniami humanizmu, między dwoma znaczeniami doli ludzkiej, uwarunkowania ludzkiego. Według Sartre`a są dwa rodzaje egzystencjalistów: pierwsi to chrześcijanie wyznania katolickiego, do których zalicza Jaspersa i Gabriela Marcela, drudzy to egzystencjaliści ateiści, do których zaliczyć należy Heideggera oraz egzystencjalistów francuskich i jego samego. To co jest dla nich wspólne to uznanie, iż egzystencja poprzedza esencję, istotę rzeczy. Twierdzi, iż w ateizmie filozofów XVIII w. usunięto pojęcie Boga, ale nie usunięto przekonania, że istota poprzedza jej egzystencję.
Egzystencjalizm ateistyczny reprezentowany przez niego jest bardziej konsekwentny. Głosi on, że jeżeli istnieje Bóg, to istnieje przynajmniej jeden byt, którego egzystencja poprzedza istotę, jeden byt, który istnieje przed możliwością zdefiniowania go przez czyjś umysł, i że tym bytem jest człowiek. Człowiek najpierw istnieje a dopiero później się definiuje. Człowieka w pojęciu egzystencjalisty nie można zdefiniować dlatego, że jest on pierwotnie niczym. Człowiek jest tylko tym, czym siebie uczyni. Taka jest pierwsza zasada egzystencjalizmu. Człowiek przede wszystkim będzie tym, co stanowi realizację jego woli. Nie tym jednakże czym pragnąłby być. Jeżeli rzeczywiście egzystencja wyprzedza istotę, to człowiek jest odpowiedzialny za to, czym jest. Tak więc pierwszym krokiem egzystencjalizmu będzie uświadomienie człowiekowi, czym jest on sam, i złożenie na niego całkowitej odpowiedzialności za własne istnienie. „Jeżeli rozważam, czy dany czyn jest dobry, to ja jestem zawsze tym, kto stwierdzi, czy ten czyn jest dobry czy zły”.
Egzystencjalista przeciwstawia się stanowczo pewnemu rodzajowi „moralności laickiej”, która chciałaby usunąć Boga możliwie najmniejszym kosztem. Egzystencjalizm, przeciwnie, stwierdza, iż jest to bardzo kłopotliwe, że Bóg nie istnieje, gdyż wraz z nim znika cała możliwość odnalezienia wartości w świecie idei. Nie może już istnieć dobro a priori, gdyż nie ma świadomości nieskończonej i doskonałej, która by je pomyślała. Gdyby Bóg nie istniał, wszystko byłoby dozwolone – to twierdzenie jest właśnie punktem wyjścia dla egzystencjalistów. Jeżeli rzeczywiście egzystencja poprzedza istotę, nigdy nie będzie można się usprawiedliwić powoływaniem się na naturę ludzką. Nie istnieje determinizm, człowiek jest wolny, człowiek jest wolnością. Sartre formułuje więc w tym miejscu kilka ze swoich głównych tez: że człowiek jest nicością, że człowiek jest wolnością - rozumianą jako zdolność zaprzeczania danym świata zewnętrznego oraz tezę, że człowiek jest całkowicie odpowiedzialny za korzystanie ze swej wolności. Każdy człowiek jest wolnością, gdyż wolność jest właściwością wyróżniającą człowieka. Wolności człowieka nie mogą ograniczyć ani zwiększyć jego możliwości i sytuacji zewnętrznej, gdyż być wolnym to chcieć tego, co możliwe. Aby istniała prawda musi ją chcieć moc Boża oraz przyjąć i zatwierdzić wolność ludzka. Dlatego też Sartre powiedział "Wolność jest podstawą bytu".
Filozofia Jean–Paul Sartre’a wychodzi od podmiotu. Egzystencjalizm afirmuje wolność i podmiotowość ludzką, co wyraża się w głównym założeniu, łączącym cały ten nurt filozoficzny, mianowicie, że człowiek jest takim bytem, którego istnienie wyprzedza istotę. „To znaczy, że człowiek najpierw istnieje, zdarza się, powstaje w świecie, a dopiero później się definiuje”·. Byt-dla-siebie, człowiek jest opozycją do bytu-w-sobie, takiego, który składa się z istoty i istnienia. Każde esencjalistyczne potraktowanie człowieka odbiera mu jego wolność, a co za tym idzie także podmiotowość i człowieczeństwo.
Wybór między klęską a klęską - oto prawdziwa sytuacja człowieka. Albo będzie wiecznie niezaspokojony, albo będzie rzeczą. Tej pierwotnej sytuacji człowiek nie chce przyjąć do wiadomości. Wierzy, że zrealizuje swe ideały, a zarazem pozostanie bytem dla siebie jednocześnie. Pragnie być Bogiem. Jednak gdy przekonuje się, że jest to niemożliwe, wyobraża sobie, że istnieje twór, który może tego dokonać. Następnie obarcza go odpowiedzialnością za swoje czyny. Wiara taka jest złą wiarą. Gdy człowiek ją akceptuje jest nieautentycznym. Powinien odrzucić wszelkie poglądy głoszące, że jego odpowiedzialność za własne postępowanie ponosi ktoś inny. Jest tak, gdyż podstawowy nakaz moralny Sartre'a głosi, że człowiek powinien być autentyczny.
Właśnie dzięki wolności człowiek może być autentyczny. Tym, co wyróżnia człowieka od innych bytów jest jego nastawienie na przyszłość. To, że jest on przyszłością, oznacza, że jest on tym, czym nie jest, gdyż przyszłości jeszcze nie ma. Wniosek - jest on nicością, ponieważ jest tym, czym nie jest. To czego nie ma, nie może być zdeterminowane. Tylko to, co jest może podlegać determinacjom. Człowiek zatem jest wolnością. W każdej sytuacji jest wolny, ma wybór. Wykręca się od odpowiedzialności gdy usprawiedliwia swoje poczynania okolicznościami zewnętrznymi. Jednak gdy im ulega, to najpierw zdecydował, że będzie im ulegał. Jest za to odpowiedzialny. Wolność człowieka realizuje się, więc w zakładaniu przezeń określonych ideałów. Jest on skazany na wolność i nie może się jej pozbyć. Człowiek jest świadomy wolności i odpowiedzialności. Ta świadomość przejawia się w niepokoju, który wynika z wiedzy, iż może odrzucić wszystkie wartości, że wartości ustanawia on sam, że zależą tylko od niego. A gdy pragnie uciec od odpowiedzialności za decyzję wyboru określonych wartości, to też jest świadomy, że od owej odpowiedzialności ucieka. Nawet gdy wyrzeka się wolności czyni to będąc wolnym. Dalej autor „Bytu i nicości” zastanawia się także nad stosunkiem wolności do woli. Otóż wola potrzebuje wolności jako swej podstawy w celu ukonstytuowania się jako wola. O samej wolności nie możemy powiedzieć, że jest ukonstytuowana, ponieważ to ona jest czynnikiem konstytuującym wszystko inne. Wola jest tutaj określana jako refleksyjna decyzja, będąca w relacji do określonego celu, jednakże nie tworząca go. Taką samą funkcję może też pełnić namiętność. „Tak więc odkąd wolność jest tożsama z moją egzystencją, jest podstawą celów, które będę się starał osiągnąć poprzez wolę lub namiętność”·. Nie należy rozumieć owej wolności – podłoża woli i namiętności jako czegoś danego a priori, lecz raczej jako jednoczesną z samym aktem działania którejś z nich, w których się przejawiają. Pomimo przytłoczenia wolnością sytuacja człowieka jest w zasadzie korzystna, bo wszystko od niego zależy. Nie ma czynnika determinującego wybory. Możemy uczynić się kim chcemy, jednakże to na nas spada za to odpowiedzialność. Człowiek jest odpowiedzialny za siebie i za świat. Jeżeli nie ma Boga, to my, wybierając tak, a nie inaczej afirmujemy taki model człowieka, takie wartości, a nie inne. Bez względu na to, co wybierzemy, to nasz wybór będzie zawsze trafny, „(...) gdyż nie możemy nigdy wybrać zła”. Zły wybór jest pojęciem sprzecznym, ponieważ to podmiot wyboru określa owym wyborem, co jest dobre – wybranie właśnie tego czegoś jest równoznaczne z uznaniem go za „dobre”. Sami ustalamy kryteria dobrego i złego, ponieważ nie ma Boga.
Nie można więc odwoływać się także do uczucia, aby wskazywało człowiekowi drogę. Uczucie budujemy poprzez czyny. To znaczy, że nie można szukać w sobie samym niezawodnego oparcia zezwalającego mi na działanie ani też żądać od moralności wskazań, które pozwolą mi działać. Żadna moralność powszechna nie może wskazać człowiekowi jak należy postąpić. W ogóle nie ma żadnych wskazówek na świecie. Osamotnienie to narzuca samodzielny wybór własnego bytu. Osamotnieniu towarzyszy niepokój. Możemy liczyć tylko na to, co zależy od naszej woli, lub na splot okoliczności warunkujących nasze działanie. „Nie mogę liczyć na ludzi, których nie znam, nie mogę budować na dobroci ludzkiej albo na zainteresowaniu człowieka dobrem społeczeństwa, biorąc pod uwagę, że człowiek jest wolny i że nie istnieje żadna idealna natura ludzka, na której mógłbym się oprzeć.”
Sartre porusza też kwestię kwietyzmu, który, według niego: „jest postawą ludzi, którzy mówią: inni mogą robić to, czego ja nie mogę. Doktryna, którą wam przedstawiam, zdecydowanie neguje kwietyzm, ponieważ głosi: nie ma innej rzeczywistości, jak tylko działanie.” Człowiek jest tylko i wyłącznie projekcją, istnieje o tyle tylko, o ile realizuje siebie, jest tylko zespołem swoich czynów, swoim własnym życiem. Jest wyłącznie skalą przedsięwzięć, ich sumą, organizacją, zespołem związków, które tworzą te przedsięwzięcia. „W tych warunkach to, co nam zarzucają jako pesymizm, jest w gruncie rzeczy uporczywym optymizmem.”
Sartre daje znaczący przykład dla poparcia swoich poglądów: „Tchórza określa czyn, którego dokonał. Ludzie podświadomie wyczuwają, i to napełnia ich lękiem, że tchórz, którego my przedstawiamy, ponosi winę za to, iż jest tchórzem. Ludzie chcieliby, żeby można było urodzić się tchórzem lub bohaterem. (...) Natomiast egzystencjalista mówi, że tchórz robi z siebie tchórza, bohater czyni z siebie bohatera; istnieje zawsze możliwość, by tchórz przestał być tchórzem, a bohater przestał być bohaterem.” Dlatego właśnie egzystencjalizm nie może być traktowany jako filozofia kwietystyczna, ponieważ definiuje człowieka przez działanie. Nie może być również, według Sartre`a, traktowany jako pesymistyczny opis człowieka. Jest doktryną najbardziej optymistyczną, albowiem uznaje, że przeznaczenie człowieka zawarte jest w nim samym. „Chcemy doktryny opartej na prawdzie, a nie układu teorii pięknych, pełnych nadziei, ale bez realnych podstaw. Prawda może mieć tylko jeden punkt wyjścia: Myślę, więc jestem.”
Z drugiej strony, jak wyjaśnia autor „Bytu i nicości”, egzystencjalizm jest jedyną teorią, która nadaje człowiekowi godność, jedyną, która nie robi z niego przedmiotu. Człowiek, który osiąga świadomość siebie samego wprost przez „cogito”, odkrywa również wszystkich innych ludzi jako warunek swojego istnienia. „Drugi człowiek jest nieodzowny tak dla mego istnienia, jak i dla mego poznania siebie samego. (...) W tym znaczeniu możemy powiedzieć, że istnieje powszechność ludzka, ale nie jest ona dana z góry, lecz bezustannie się tworzy. Konstruuję powszechność dokonując wyboru siebie samego i konstruuję ją pojmując zamiary każdego innego człowieka, z jakiejkolwiek byłby epoki.” Człowiek znajduje się w sytuacji uporządkowanej, w której sam jest osobiście zaangażowany, przez swój wybór angażuje całą ludzkość i nie może wyboru uniknąć. Człowiek tworzy siebie. Nie będąc od początku ukształtowany, człowiek tworzy siebie dokonując wyboru swojej moralności, a nacisk okoliczności jest taki, że jedną z nich wybrać musi. „Każdy człowiek, który odwołuje się do determinizmu – jest człowiekiem zakłamanym.”
Jeżeli odrzuca się istnienie Boga Ojca, potrzebny jest ktoś, kto by stworzył wartości. Należy brać rzeczy takimi, jakimi są. A zresztą twierdzenie, że stwarzamy wartości, znaczy tylko tyle, że życie nie posiada sensu a priori. Zanim zaczęliśmy żyć, życie było niczym, od nas tylko zależy, aby mu nadać sens, a wartość jest właśnie tylko sensem przez nas wybranym.
Humanizm można rozumieć jako teorię, która traktuje człowieka jako cel i wartość najwyższą. Nie można przyjmować, że człowiek mógłby wydawać skończony sąd o człowieku. Egzystencjalizm zwalnia go od wszelkich sądów tego rodzaju. Egzystencjalista nigdy nie uzna człowieka za coś skończonego, gdyż człowiek zawsze tworzy się na nowo. Sartre wyjaśnia tutaj pojęcie humanizmu egzystencjalistycznego: „Ale istnieje inny rodzaj humanizmu, który może być rozumiany zasadniczo w ten sposób: człowiek stale wychodzi poza siebie, projektując siebie i gubiąc się poza sobą – stwarza własne istnienie; z drugiej strony może istnieć dążąc właśnie do celów transcendentnych. Ten związek transcendencji jako podstawy człowieka (nie w stanie takim, w jakim Bóg jest transcendentny, lecz w sensie wyjścia poza siebie) oraz subiektywności w tym znaczeniu, że człowiek nie jest zamknięty w sobie, lecz zawsze jest obecny we wszechświecie ludzkim – to właśnie nazywamy humanizmem egzystencjalistycznym.” Jest to humanizm, jak wyjaśnia Sartre, ponieważ przypomina człowiekowi, że nie ma on innego prawodawcy prócz siebie samego i że w samotności sam decyduje o sobie; ponieważ wskazuje, że nie odbywa się to przez zwrot do siebie samego, ale zawsze przez poszukiwanie poza sobą celu, który jest takim wyzwoleniem, takim właśnie szczególnym osiągnięciem, że człowiek może realizować siebie dokładnie po ludzku. Egzystencjalizm jest jedynie wysiłkiem, aby wyciągnąć wszelkie konsekwencje ze stanowiska ateistycznego, i wcale nie usiłuje pogrążyć człowieka w beznadziejności. Egzystencjalizm nie jest do tego stopnia ateizmem, aby poprzestał na wykazywaniu, że Bóg nie istnieje. Stwierdza on raczej: nawet jeżeliby Bóg istniał, to nic by się nie zmieniło. Konstruując wnioski końcowe Sartre stwierdza: „Nie chodzi o to, czy wierzymy w istnienie Boga, bo uważamy, że to nie jest głównym naszym problemem. Trzeba, żeby człowiek odnalazł siebie i wytłumaczył sobie, że nic go nie uchroni od niego samego – nawet najpewniejszy dowód istnienia Boga. W tym sensie egzystencjalizm jest optymizmem, jest doktryną czynu i jedynie w złej wierze – gmatwając własną beznadziejność z naszą – chrześcijanie mogą nas nazywać ludźmi bez nadziei.”

Podobne wypracowania: