Bądź na bieżąco - RSS

Francis Bacon Eseje interpretacja

Kategoria: Filozofia   |   Dodano: 22 stycznia 2011   |   Liczba słów: 1,990

Franciszek Bacon - "Eseje" opracowanie, streszczenie

Podobnie jak wielu innych filozofów wcześniej, również Bacon pokusił się o napisanie na marginesie działań zasadniczych dzieła swobodnego, nie należącego do tych projektowanych w ramach wielkiego Odrodzenia nauki. Jako typowy człowiek renesansu Bacon o życiu człowieka rozmyślał ciągle, o jego nędzy i wspaniałych możliwościach, o mądrości, o tym co może zdziałać dla świetności bytu ludzkiego nauka, uprawiana empirycznie, indukcyjnie i ze stałą troską o opanowanie przyrody, poznanie praw nią rządzących. Rozmyślał i myślom swoim dawał wyraz w dziełach, zamierzając dokonać wielkiego przełomu w ogromnej całości wiedzy ludzkiej. Filozofia Bacona miała stanowić system praktycznego postępowania, system niezależny od religii, prowadzący człowieka do szczęścia w sposób zupełnie różny od tego, który zalecał na przykład Kościół.

Jak wyobrażał sobie to wszystko a szczególnie organizację nauki, pokazał szczegółowo w swej sławnej utopii „Nowa Atlantyda”, gdzie rządzący mniej zajmują się rządzeniem ludźmi, a więcej czasu poświęcają badaniom przyrody. W swym zaś największym dziele „Novum Organum” przedstawił zasady nowej metody, która miała zrewolucjonizować sposoby dotychczasowego myślenia.

Bacon domagał się od filozofii praktycznych wyników. Nie przynosiła ich filozofia dotychczasowa, opierała się bowiem na fałszywych założeniach, na różnych dogmatach. Tak więc głównym czynnikiem determinującym jego postawę filozoficzną stał się utylitaryzm. Za pożyteczne działanie należy uznać takie, które obdarza społeczeństwo dobrodziejstwami i zapewnia mu wszelką pomoc. Przez wszystkie dzieła Bacona przewija się stale myśl o konieczności tworzenia wielkich i nowych dzieł użyteczności powszechnej. Reminiscencje takiej postawy odnajdujemy także w „Esejach”, choć dzieło to nie stanowi wcale zwartej programowo całości. Ma raczej charakter zbioru myśli snutych na różnorodne tematy, gdzie nie ma ani głównego zagadnienia, ani zaplanowanego toku narracji, ani w ogóle jakiejkolwiek konstrukcji, która by wiązała jakoś poszczególne rozdziały.

Swobodnie, podobnie jak kilkanaście lat wcześniej Montaigne, roztrząsa Bacon różne tematy obchodzące każdego: sprawy przyjaźni i wrogości, sprawy powodzenia i niepowodzenia, sprawy sumienia, pomieszane ze sprawami wygody i ze sprawami techniki bytowania przyjemnego.

„Eseje” rozrastały się w toku lat, początkowo liczyły tylko 10 rozdziałów, 10 szkiców ofiarowanych bratu autora, Antoniemu. Bacon liczył sobie wówczas lat 36. Po piętnastu latach „Eseje” w drugim wydaniu zawierały już 38 rozprawek. Gdy pod koniec życia zostaje odsunięty od czołowych urzędów, korzystnie wychodzi na tym jego pisarstwo, któremu mógł się poświęcić w ostatnich swych latach. I tak liczba esejów dochodzi wreszcie do 59, i tyle ich było w wydaniu ostatnim za życia autora, w roku 1625.

Twórcą „Esejów” był człowiek nader wielostronnie uzdolniony, targany przez różnokierunkowe porywy duszy. Autor podobnie jak sto lat wcześniej Leonardo da Vinci zbyt był ciekaw wszystkiego, by ciągle tylko myśleć o czymś jednym i tym samym. Roznosiło go zaciekawienie rozmaitością bytu, postrzeganie i uświadamianie sobie najróżniejszych barw istnienia. Pełno jest więc w jego „Esejach” charakterystyk i przeglądów, mnóstwo bystro dostrzeżonych osobliwości, wielkie bogactwo myśli moralizatorskich. Każdy z tych 59 szkiców zawiera jakiś pogląd własny czy obcy na życie, na pewną postawę życiową. Filozofia moralna „Esejów” zdradza wyraźnie niczym nie skrępowaną dążność człowieka renesansu do autonomii rozumu, a więc i do autonomii moralności. Jego stosunek do świata wartości moralnych jest nacechowany praktycyzmem, trzeźwością i utylitaryzmem. Z antycznej filozofii przejmuje doktrynę o najwyższej regule moralnej, która rządzi światem. Tworzy jednak własne fundamenty w nowym stylu, co wyraża się w tym, że zarówno życie moralne człowieka, jak i wiedzę o moralności oddziela od teologii. Porządek moralny jest zależny wyłącznie od praw przyrody. Dokonawszy ścisłego podziału między dziedziną moralności a dziedziną religii nie obawiał się, że brak religii mógłby źle wpłynąć na obyczajowość i na ziemskie szczęście ludzi: „Ateizm pozostawia człowiekowi, zmysły i zdrowy rozsądek, filozofię, przyrodzoną pobożność, prawa, dobrą sławę; i każda z tych rzeczy może być dla niego przewodnikiem prowadzącym do zewnętrznej cnoty moralnej, choćby nie miał on religii.” („O przesądzie”). Religia może odgrywać pewną rolę w rozwoju człowieka: „Kto przeczy istnieniu Boga, ten również niszczy wielkoduszność człowieka i możliwość, by natura ludzka się doskonaliła.” („O ateizmie”). Nie należy więc ludzi pozbawiać tego moralnego wzorca. Ale im wyżej stoi prawdziwa religia, tym zgubniejsze muszą się wydawać wszelkie jej zwyrodnienia. Fanatyzm i zabobony mogą doprowadzić do upadku całe państwa. Tam, gdzie panuje zabobon, rozprzęgają się naturalne stosunki międzyludzkie: „W wierzeniach przesądnych mistrzem jest lud; i we wszelkim wierzeniu przesądnym, ludzie mądrzy idą za ludźmi szalonymi; argumenty zaś przystosowuje się tu do potrzeb praktycznych, odwracając naturalny porządek”. Naturalną ludzką postawą jest dobroć. Skłonność do dobroci jest głęboko wpojona w naturę człowieka. Autor przytacza też Machiavellego, który mówił, iż „nie było nigdy prawa czy sekty, czy wierzenia, które by tak bardzo podnosiło wartość dobroci, jak to czyni religia chrześcijańska.” („O dobroci i dobrej naturze”). Dobro posiada jednak charakter względny i wiąże się ściśle z ziemskim życiem. „Z pewnością jest to niebem na ziemi, gdy umysł człowieka poruszany jest miłością bliźniego, ma ufność w Opatrzności i obraca się około biegunów prawdy.” („O prawdzie”). Autor „Esejów” poruszając tematy z dziedziny moralności sięga do przykładów jakby żywcem wziętych z codzienności, dzięki której zdołał poznać wiele zależności ludzkiego współżycia: „Gdy człowiek zdobywa jakiś zaszczyt to ukazuje się tylko jego cnota i wartość bez żadnej dla niego ujmy.” („O zaszczytach i o dobrej sławie”). Nie może to więc stanowić żadnego powodu jego potępienia, choć często ludzie nie chcą sobie tego uświadomić. Natomiast pochwała: „(...) jest odbiciem cnoty”, ale „(...) tak wiele i często jest fałsz w pochwale, że człowiek może zasadnie mieć ją w podejrzeniu.” („O chwale i pochwale”). „Ludzie winni się mieć na baczności, iżby nie przesadzać w pochwałach.” („O grzeczności”). Nie należy też uprawiać samochwalstwa, choć zdarzają się przypadki uzasadnione: „Sokrates, Arystoteles, Galen byli ludźmi, którzy się chwalili. Pewna doza samochwalstwa pomaga do tego, żeby uwiecznić pamięć człowieka i cnota nigdy nie była tak widoczna u człowieka, jak wtedy, gdy znajdowała pochwały u innych.” („O próżności”). Zagadnienie to stanowi przykład jednego z forteli stosowanych w walce politycznej nie tylko na wysokich szczeblach. Nieobce są i one na pewno Baconowi, gdyż bez przebiegłości ciężko czasem sięgnąć wyżej: „Niezliczona jest ilość tych drobnych towarów i nieznacznych chwytów (w kramie przebiegłości); i dobrą byłoby rzeczą sporządzić listę tych rzeczy: albowiem nic nie przynosi większej szkody państwu niż to, że ludzie przebiegli uchodzą za mądrych.” („O przebiegłości”). „Ludzie mądrzy tylko na pozór, gotowi są czynić różne chwyty by zdobyć dobrą opinię, ale niechaj nikt ich nie zatrudnia – z pewnością bowiem lepiej jest wziąć człowieka niedorzecznego niż takiego człowieka pozorów.” („O pozornej mądrości”). Tak więc Bacon daje rady praktycznie z punktu widzenia pracodawcy, który wybierając z grona chętnych musi zwracać uwagę na poszczególne cechy i dokonywać właściwego wyboru, analizując najmniejsze nawet szczegóły: „Myśli człowieka w znacznej mierze odpowiadają jego skłonnościom, a jego rozmowy i mowy odpowiadają jego wykształceniu i nabytym opiniom; dzieła jego natomiast są zależne od tego do czego był nawykł.” („O nawyku i wychowaniu”). Zaleca również: „Nie jest dobre posługiwać się ludźmi o naturze ambitnej” („O ambicji”), chociaż przyznaje, że tacy ludzie są czasem potrzebni, na przykład jako dowódcy wojsk. To coś jakby na kształt dzisiejszych poradników dla młodych adeptów sztuki biznesu, a także dla zajmujących się polityką od dawna.

Autor oczywiście poruszając te zagadnienia nie ogranicza się wyłącznie do sfery polityki, mówi też w sensie ogólnoludzkim: „Skoro więc tedy nawyk jest głównym kierownikiem w ludzkim życiu to niechaj ludzie wszelkimi sposobami starają się zdobyć dobre nawyki. Nawyk z pewnością jest najbardziej doskonały, gdy zaczyna się formować w młodych latach. To nazywamy wychowaniem.” Zwraca więc uwagę na właściwy tok rozwoju młodego człowieka, bo zdaje sobie przecież sprawę, że: „Ogólnie biorąc, młodość jest podobna do pierwszych myśli, które nie są tak mądre jak późniejsze.”. Mądrość nabywa człowiek z wiekiem, chociaż oczywiście: „(...) im więcej człowiek pije tego świata, tym to go bardziej zatruwa”, z czym nie sposób się nie zgodzić. Na koniec daje ogólną radę: „Najlepiej jest z pewnością zatrudniać łącznie młodych i starych. Będzie to bowiem dobre dla chwili obecnej, jako że zalety jednych i drugich będą mogły naprawiać ich strony ujemne.” („O młodości i wieku dojrzałym”). Z kolei uważa też, że: „Nie ma takiej wady czy niedoskonałości umysłu, której nie można by wykorzenić przez odpowiednie studia”. Zwraca więc uwagę na wartość nauki, szczególnie skutecznej w wieku młodzieńczym: „Studia przynoszą zadowolenie, zdobią umysł i podnoszą uzdolnienia, zwiększają zdolność sądzenia o rzeczach i umiejętność załatwiania spraw (...) a same z kolei są doskonalone przez doświadczenie.” („O studiach”). Tak więc dopiero studia połączone z doświadczeniem dają właściwe rezultaty. Duch praktycyzmu bije tu niemalże z każdego słowa. Właściwie nie ma się czemu dziwić, wszak Bacon jako polityk, który w swoim życiu piastował najróżniejsze urzędy musi znać i czuć się w tej materii najlepiej. Daje wiele wskazówek traktujących o tym jak rządzić państwem. Mówi o właściwej postawie człowieka, który rządzi ostrzegając go przed niebezpieczeństwami jeśli nie postępuje dość starannie i ostrożnie. („O rządzeniu”). Pisze o wszystkich stanach społecznych, skupiając się na szlachcie, która „przydaje wiele majestatu monarsze, ale osłabia jego władzę.” („O szlachcie i szlachetności”). Poucza rządzących jak zapobiegać buntom usuwając ich podstawę: „(...) najlepszym ze środków przeciw niezadowoleniu jest umiejętne podsycanie i podtrzymywanie nadziei wśród ludu” („O buntach i zaburzeniach”). Bacon jest szczery, wie co godziwe a co niegodziwe, wie, że do celu prowadzą różne środki.

Z pewnością jednak rozważania Bacona na temat fundamentalnych dla każdego człowieka zagadnień nie cechuje już ten swoisty praktycyzm, autor prezentuje tu raczej podejście czysto moralizatorskie. Gdy mówi na przykład o szczęściu nie daje takich prostych wytycznych: „Do szczęścia prowadzą w znacznej mierze wydarzenia zewnętrzne: łaska, sprzyjające okoliczności (...) ale głównie kształtowanie szczęścia leży we własnych rękach człowieka. Każdy jest kowalem swego szczęścia.” Człowiek, który rozgląda się uważnie dookoła, musi znaleźć swoje szczęście: „Droga szczęścia jest podobna do mlecznej drogi na niebie, która jest zagęszczeniem czy splotem pewnej liczby małych gwiazd: nie widać ich z osobna lecz światło dają razem. Podobnie jest pewna liczba małych i trudno z osobna dostrzegalnych cnót czy też raczej zdolności i nawyków, które czynią człowieka szczęśliwym.” Jako punkt składowy prowadzący do szczęścia Bacon nie wymieniłby raczej miłości, bo „kto bowiem zbyt ceni uczucie miłosne, wyrzeka się i bogactwa, i mądrości” a „(...) wielkie umysły i wielkie sprawy zamykają dostęp tej słabej namiętności.” („O miłości”). Bez wątpienia jest w tym sporo prawdy. Szczególnie ciekawe wywody snuje jednak w eseju „O śmierci”, traktując temat bardzo swobodnie: „Jest równie naturalną rzeczą umierać, jak się rodzić.” Nie należy bać się śmierci, gdyż taka obawa jest oznaką słabości: „Z pewnością stoicy zbyt wielką wagę przypisywali śmierci i przez swoje wielkie przygotowania sprawiali, że wydawała się ona bardziej straszna”. Nie akceptując stoickiego punktu widzenia Bacon cytuje Senekę: „Po to, aby nie bać się śmierci, nie trzeba być ani odważnym, ani nieszczęśliwym, wystarczy mieć odrazę do życia.”

Zbiór 59 esejów Bacona porusza też tematy bardziej tyczące się życia codziennego i obyczajów, by przytoczyć na przykład esej „O małżeństwie i życiu bezżennym” gdzie autor bardzo dowcipnie puentuje: „(...) dla młodego mężczyzny żenić się jest za wcześnie, a starszy w ogóle nie powinien.” Natomiast charakter swoistego poradnika ma esej „O podróży”, gdzie Bacon pisze o tym co powinien zobaczyć młody człowiek przybywający z wizytą do obcego kraju. Oczywiście na pierwszym miejscu wymienia dwory książąt, trybunały sprawiedliwości oraz kościoły i klasztory z pomnikami, co przynajmniej w tym ostatnim przykładzie ma przełożenie co do czasów, w których żyjemy. Podobne w charakterze są też inne szkice na przykład „O strojach” czy „O ogrodach”.

Franciszek Bacon to z jednej strony autor naukowego „Novum Organum”, z drugiej autor literackich „Esejów”, gdzie jako pisarz prezentuje się znakomicie. Wiele tu plastycznych obrazów, zwartych powiedzeń i świetnych paradoksów. Bacon to przede wszystkim doskonały analityk duszy ludzkiej, który niezwykle celnym spojrzeniem umie trafić do najgłębszych zakamarków serca i skomplikowanej psychiki człowieka.

Autor „Esejów” jest typowym reprezentantem swojej epoki, jego pragnienia i dążenia są też pragnieniami i dążeniami epoki. Bacon jest życzliwy dla ludzi, woła o tolerancję, potępia wyzysk, choć to nie typ altruisty skłonnego zawsze do poświęceń. Z jego porywu do dociekliwej penetracji, zachłanności w konsumowaniu "wszechrozmaitości" powstały jedne z najważniejszych dzieł filozoficznych epoki. I choć omawiane tu dzieło nie zajmuje w dorobku autora pierwszej pozycji, to niepodważalna bystrość obserwacji, adoktrynalność i przeciwieństwo prostolinijnego automatyzmu stanowi o jego nowatorstwie i znaczeniu.

Podobne wypracowania: